Witam!
Mam tylko jedno pytanko, czy ktoś to opowiadanie czyta i czy ktoś chcę abym pisała je dalej?
...
Nie chcę na marne pisać i zaśmiecać bloggera, dlatego pytam. ...
Jeżeli nikt się nie zgłosi, zawieszam bloga..
Zaguubiona .
środa, 28 maja 2014
sobota, 24 maja 2014
MI POTRZEBNA JEST MIŁOŚĆ, ZROZUMIENIE, TROSKA.
Czytasz ? Skomentuj, zostaw ślad po sobie <3
"Jestem samotnym okruchem na twej poduszce, nie zauważasz mnie a mimo to przeszkadzam ci. Jestem pajęczyną w rogu twego pokoju, nie zauwazasz mnie, a jednak każdym sposobem próbujesz się mnie pozbyć. Jestem cienką warstwą kurzu, jestem, ale nic dla ciebie nie znaczę. Jestem problemem i za wszelką cenę chcesz abym znikła..
Aż tu nagle pojawia się osoba, której ten okruch nie przeszkadza, która nie pozbywa się pajęczyny, dla której kurz jest zauważalny, która chcę abym pozostała..
Pojawia się osoba, która w pewien sposób wywraca twój cały poukładany świat i szczerze mówiąc nie masz pojęcia czy to dobrze, czy może też żle,
Ale zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz tych zmian, że potrzebujesz takiej osoby.
Zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz Louisa Tomlinsona ...
Nie wiesz kiedy to się stało, nie wiesz dlaczego, w jaki sposób, ale wiesz że to właśnie jego potrzebujesz, potrzebowałaś od zawsze.
Wiesz również że nie powinnaś ufać ludziom, że są to podstępne kreatury, które cieszą się z każdego upadku i każdej porażki w twoim już i tak nędznym życiu.
Ale ten chłopak, te jego oczy, jego uśmiech.. On nie może kłamać. On jest prawdziwy. On mnie nie skrzywdzi.
On uczy mnie jak ufać ... "
Siedzę w swoim pokoju i wspominam dawne czasy, czasy bólu, rozpaczy jak i także szczęścia i harmonii..
Nie wiem, których momentów było więcej, czy tych złych czy tych dobrych, wiem jednak że chciałabym przeżyć je jeszcze raz, jeszcze raz z wiedzą jaką teraz posiadam. Starałabym się spedzac więcej czasu z rodzicami, starałabym się z nimi nie kłócić, próbować ich zrozumieć.. Stałabym się idealną córką, ale czasu nie cofnę, teraz jedynie mogę żałować swoich czynów i wierzyć że zostana mi wybaczone.
Próbuje się zmienić, staram się być typową nastolatką, która ma masę znajomych i zawsze się usmiecha, a jej problemy są niczym w porównaniu do moich. Staram się, ale szczerzę mówiąc to niezbyt mi to wychodzi.
Mój uśmiech w niczym nie przypomina uśmiechu, jest to raczej grymas, wypełniony bólem, żalem, rozpaczą w połączeniu z udawanym szczęściem.
Moim jedynym znajomym jest Lou, niby znam jeszcze Zayna, Liama, Nialla, Harrego, ale oni nie chcą ze mną rozmawiać, ze mną przebywać, widzieć mnie, oni poprostu chcą mnie wymazać ze swojego życia. Kiedyś powiedziałabym że to wspaniale, im mniej ludzi tym lepiej... Ale to było kiedyś, teraz chcę się zmienić a bez tych kreatur nie dam rady, niestety ,do mojego triumfu są potrzebni. Cieszę się, że w moim życiu pojawił sie ktoś taki jak Louis Tomlinson, mimo że niewiele o nim wiem, czuję że on mnie wyciągnie z tego całego gówna w jakie weszłam już jakiś czas temu.
Kiedy to się stało? Nie mam pojęcia.. Może już w gimnazjum, a może jeszcze wcześniej.. Zaczęło się zwykłymi wymówkami przed różnymi wyjściami, spotkaniami z ludźmi, ukrywaniem się przed całym światem w swoim zaciemnionym pokoju. Póżniej zaczęłam pisać różne niewytłumaczalne wiersze, zaczęłam malować niewytłumaczalne obrazy.. Rodzice zapisali mnie do psychologa, stwierdzili że wiele osób w moim wieku do niego chodzi i że to mi "pomoże"...
NIE POMOGŁO..
Zaczęłam bać się ludzi, unikać ich dotyku, ich wzroku, rozmów z nimi..
Wszystko co było związane z tymi kreaturami przerażało mnie, nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego.
Rodzice zapisali mnie do psychiatry, gdyż stwierdzili, że moje zachowanie przechodzi ponad normę i nie ma prawa występować w społeczeństwie. Stwierdzili również że te spotkania mi "pomogą"...
NIE POMOGŁY...
Niedługo potem pojawiły się te dziwne transy, które nazwałam Stanem Pustki. Dlaczego? Dlatego, że nie czułam wtedy niczego, nie słyszałam, nie widziałam, biegałam, turlałam się, krzyczałam, gryzłam, kopałam..
Transy pojawiały się coraz częsciej.. Nie umiałam nad nimi zapanować, nikt nie umiał.
Lekarze stwierdzili że moje zachowanie jest niebezpieczne dla społeczeństwa i że nalezy mnie umieścić w szpitalu psychiatrycznym. Nie protestowałam, nie umiałam. Nie chciałam z nimi o tym rozmawiać. Nie chciałam powiedzieć że nic mi nie jest. Nie umiałam powiedzieć że mi potrzebna jest miłość, zrozumienie, troska.. Wolałam znaleść się w tym przedziwnym miejscu jakim jest szpital psychiaryczny...
Tam właśnie zmarnowałam dwa lata swojego życia, po wyjściu z tego przerażającego miejsca byłam jeszcze bardziej wystraszona, bardziej zlęknięta niż kiedykolwiek, jeszcze bardziej wszystko mnie przerażało..
...
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, zbyt nieśmiałe jak na babcię i zbyt ciche jak na Lou, więc kto mnie odwiedził, kto raczył się pojawić na mojej planecie. Podeszłam na palcach do drzwi i powoli przekręciłam zamek, pociągnęłam za klamkę. Moim oczom ukazała się postać już znienawidzonego przeze mnie Zayna Malika. Westchnęłam głośno, dając mu znać że to jego spodziewałam się najmniej, ale mimo tego zaprosiłam go do środka. Usiadłam na łóżku i czekałam na rozwój wydarzeń. Minęło kilka minut, a Mulat nawet nie drgnął, nie wypowiedział nawet słowa, tylko stał przy drzwiach i bezczelnie się na mnie patrzał.
-Może byś coś powiedział? Chciałam ci przypomnieć że to ty do mnie przyszedłeś.- powiedziałam z lekkim już znudzeniem. Kąciki chłopaka lekko drgnęły, ale nie usmiechnął się, tylko podszedł do mnie i usadowił się na moim posłaniu. Spojrzałam na niego z podniesioną brwią, czekając na jakiekolwiek wytłumaczenie:
-Eem- zająkał się, by po chwili dodać- przepraszam za moje zachowanie na imprezie, jak i tutaj u ciebie wcześniej. wiem że byłem chamski, ale ja zawsze taki jestem.. I myślałem że tak jak reszta bierzesz to sobie na żarty. Jednak się myliłem.. Wiem, że jestem w twoich oczach zepewne rozpieszczonym gówniarzem, ale nie znasz mnie na tyle dobrze by mnie oceniać. Nie znasz mojej histori.. Ale wracając do tematu chcę abyś dała mi jeszcze jedną szansę...- spojrzałam zaskoczona swoimi zielonymi oczami w jego...
Kreatury są dziwne najpierw cię ranią, niszczą, okłamują, zapominają o tobie, a później ze skruchą przychodzą i proszą o drugą szansę..
Tylko, że życie to nie żadna gra, tu nie ma kilku żyć, tu nie ma kilku szans...
Dzisiaj rozdział, tzw opisówka..
Nie wiem czy lubicie takie, ale chciałam coś nieco wyjaśnić i dlatego taki..
Dziękuje wszystkim, którzy to czytają, którzy komentują :* <3 kocham was !
Kolejny rozdział w środę, no chyba że będzie tu 6 komentarzy to pojawi się szybciej <3 !!!!
środa, 21 maja 2014
POTRZEBUJE CIĘ
CZYTASZ? - SKOMENTUJ !
Perspektywa LOU.
Młoda, krucha, samotna istotka, która potrzebuje zrozumienia i miłości, czy to tak wiele? Ludzie, którzy ją skrzywdzili nie powinni nazywać siebie ludźmi.
Vicki szła obok mnie, oddaliła się kawałek, dając mi tym do zrozumienia że na dzisiaj ma dość jakichkolwiek "bliskości" ze mną, nie byłem na nią zły, jakbym mógł się na nią gniewać. Wręcz się cieszyłem że wtuliła się wcześniej we mnie i wypłakała na moim ramieniu, pokazując że mi ufa... Nie wiedziałem tylko, dlaczego wcześniej wyrwała mi się z rąk, nie rozpoznała mnie, dlaczego uciekała, dlaczego mnie nie słyszała, dlaczego..? Mój wewnętrzny monolog przerwał delikatny uśmiech dziewczyny, którym mnie obdarzyła, ja wyszczerzyłem się o wiele mocniej. Póżniej nadal w ciszy podążaliśmy do domu Vicki, nie wiem ale podobała mi się ta CISZA, nie była ona niezręczna, była przyjemna. Wkońcu dotarlismy, odprowadziłem ją pod same drzwi a już po chwili się ulotniłem.. Ale dlaczego?
Perspektywa Victorii:
Nie wiem co ma w sobie ten chłopak, jest magiczny.. Siedzę już trzecią godzinę w pokoju i nie mogę przestać o nim mysleć.
O jego oczach, jego uśmiechu, figlarnej grzywce, sposobie jakim ją poprawia , o jego perfumach, a nawet o tym jak się poruszał..
DLaczego? Dlaczego chcę być znowu taka głupia i komuś zaufać, przecież to same problemy, chociaż jakby pomyśleć moje życie składa się tylko z problemów..
Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer mamy, po paru sekundach odezwał się głos:
" Tutaj Sam, najwidoczniej nie mogę teraz rozmawiać, więc nagraj się, albo poprostu zadzwoń później. Być może oddzwonie, astalavista bejbe.!"
Uśmiechnęłam się sama do siebie, uwielbiałam jej głos, był taki uspakający, pełny życia.. Ja tak nie umiałam od zawsze miałąm w sobie tego demona, który mi na to nie pozwalał, który wysysał moją całą energię, pozostawiając mnie pustą i nieczułą..
Jednak udało mi sie otworzyć do paru ludzi, stali się moimi "przyjaciółmi"... Zaczęłam chodzić do szkoły, strach przestał istnieć, byłam chyba szczęśliwa.. Miałam nadzieję że tak pozostanie na zawsze, że nie powróci PUSTKA, ten DEMON, ale... POtem jak mnie zostawili (nie chodzi już tylko o "przyjaciół", ale także o rodziców) wszystko się nawróciło z podwójną mocą, teraz nie umiem juz rozmawiać z nikim, nikt też nie może mnie dotknąć.. Właśnie NIKT, to dlaczego LOUIS TOMLINSON może mnie dotykać, może ze mną gadać, dlaczego umiem się do niego uśmiechnąć?..
BO ON NIE JEST NIKIM, VICTORIO, ON JEST CI POTRZEBNY! TAK JAK POZOSTAŁA CZWÓRKA MUSISZ IM TYLKO ZAUFAĆ" taka myśl pojawiła mi sie w głowie, teraz przyznaje bez bicia JESTEM STUKNIĘTA.!
Perspektywa Lou:
POstanowiłem do niej przyjść, nie wiem co ona ma w sobie ale nie mogę przestać o niej mysleć. Muszę z nią pogadać i to szybko bo inaczej zwariuję.. Jestem przy jej drzwiach i męczę się ze sobą. Zapukać? Nie zapukać? Zapukać? Nie zapukać? I tak w kółko, aż w końcu zdobyłem się na odwagę i lekko, ale rytmicznie zastukaem do drzwi, zza usłyszałem cichutki głos:
-Wyjątkowo, możesz wejść- prychnąłem pod nosem, i delikatnie je otworzyłem, na łóżku siedziała istotka, która od kilku godzin nie chciała wyjść z mojej głowy..
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, no fakt sam sie dziwiłem po co przyszedłem, przecież niedawno się widzieliśmy. Wlepiała we mnie swój wzrok, czekając na wytłumaczenie mojej wizyty, ale ja nie wiedziałem co mam powiedzieć. Stałem tam na sródku pokoju jak jakiś idiota, nic się nie odzywając. Blondynka chyba jednak coś zrozumiała, gdyż delikatnie się uśmiechnęła i poklepała miejsce obok siebie na łóżku. Powoli posunęłem w jej kierunku i usiadłem...
Perspektywa Victorii:
Zdziwiłam się strasznie, bo w drzwiach stał, chłopak o który od kilku godzin nie chciał wyjść z mojej głowy.
Widziałam że męczy się w sobie i nie wie co ma powiedzieć, też tak często miałąm. Często przychodziłam do rodziców tylko, aby z nimi pobyć, bez zbędnych słów, poprostu wystarczała nam nasza bliskość.. Poklepałam, więc miejsce obok siebie, nie chciałam być niegrzeczna, dlatego go nie wygoniłam. Chociaz z drugiej strony, byłam strasznie ciekawa, po co on tutaj przyszedł, właściwie to nie mieliśmy o czym ze soba gadać, nic o sobie nie wiedzieliśmy. A mimo to potrzebowałam go, czułam się przy nim tak swobodnie....
Zauważyłam że chłopak przygląda mi się z zaciekawieniem, więc delikatnie się uśmiechnęłam i rozpoczęłam rozmowę:
- To czym Lou się interesujesz?- skarciłam się w myslach, no dziewczyno lepszego pytania nie mogłaś zadać (-.-)
-Eeem, śpiewam w zespole, myslałem że wiesz, że Zayn ci coś wspominał, gram na fortepianie ,no i uwielbiam się wygłupiać, żartować- gdy dodał ostatnią część, uśmeichnęłam się smutno, ja tak nie umiałam, nigdy. Odkąd pamiętam zawsze byłam, cicha, szara, nudna..
-Nie Zayn nic mi nie mówił, a macie jakieś sukcesy na koncie? Czy to tylko, tak dla zabawy?- spojrzałam na chłopaka, który był widocznie rozbawiony, ale co ja takiego powiedziałam? (!!)
- Prawdę mówiąc to mamy miliony fanów na całym świecie, a gramy już parę lat. Dziwie się że nas nie znasz, prawdę mówiąc nie spotkałem się z dziewczyną, która ] nie kojarzyłaby nas.- było mi trochę wstyd, ale przecież skąd mogłam wiedzieć? Nie słuchałam muzyki od.. Odkąd pamiętam... Nie była dla mnie czymś ważnym, wolałam ciszę, ciemność.. Moje rozmyślania, przerwał Louis:
-A ty czym się interesujesz?- zadał mi to same pytanie, które było banalne, ale nie wiedzialam co odpowiedzieć..
Czułam się głupio, co miałam powiedzieć, przecież do niedawna interesowal mnie alkohol, a wcześniej?
-Wiesz, Louis, nie mam pojęcia co ci odpowiedzieć. Interesuje się niczym- spojrzałam na chłopaka, który początkowo uśmiechał się, jakby uslyszał niezłego suchara, a ja mówiłam prawdę, lecz gdy zobaczył moją minę, przestał i zapytał:
-Naprawdę? Ale nic cię nie pociąga? Nic cię nie ciekawi?- spojrzałam na niego pustym wzrokiem i bez zastanowienia , jakby coś mną kierowało,powiedziałam:
-Interesuje mnie śmierć, to ona mnie pociąga, pociąga mnie ból, ciemność, cisza.. Ciekawi mnie jak to jest. Czy istnieje życie pozaziemskie?- spojrzałam na bruneta który był zszokowany moim wyznaniem, a na koniec dodalam- Chcę znowu być z nimi.
Po tych słowach rozkleiłam się kompletnie , nie umiałam się uspokoić, bałam się że nastąpi stan PUSTKI, Lou kolejny już raz przytulił mnie mocno do siebie, ku mojemu zdziwieniu, nie zabolało, nie wywołało lęku, paniki (?!) Wtuliłam się w niego mocniej, czułam się przy nim tak bezpiecznie...
Postanowiłam już się niczym nie przejmować, w końcu od tak bardzo dawna czułam sie całkowicie bezpieczna, tak tylko czułam się przy mamie..
... i przy LOUISIE TOMLINSONIE .
Potrzeba mi twoich słów i potrzeba mi twojego dotyku, twej pamięci.
Pamiętaj o mnie, dobrze?
Może będe się mniej bała, może będe usypiała spokojniej....
sobota, 17 maja 2014
PUSTKA
Nagle wszystko przestało istnieć, ujrzałam je, moje śliczne zielone oczy. Oczy które, były dla mnie wszystkim, które są dla mnie wszystkim...
.
.
.
Zaczęłam iść w ich kierunku a one w moim, czyli to oznacza że mnie rozpoznał ?...
Nie.
On nie szedł do mnie on szedł do Louisa, spojrzałam na niego był usmiechnięty i także był wpatrzony w zielone oczy, w moje oczy, musiałam ujrzeć tego chłopaka, musiałam dowiedziec się kim jest, Chciałam wiedzieć o nim wszystko. Teraz juz nie liczył się Lou, nawet Zayn, teraz był tylko ON. Już, staliśmy naprzeciwko siebie, ja pożerałam go wzrokiem, on czasami na mnie spoglądał. Miał bujne brązowe loki na całej głowie, , był dobrze umięśniony, miał od groma tatauaży, i te oczy.
- Vicki, poznaj mojego najlepszgo przyjaciela Harrego- spojrzałam na niego, patrzał się na mnie jakby nie kontaktował, myślał nad czymś, głęboko się zastanawiał
- Cześć Harrym, miło mi cię poznać- oj nawet nie wiesz jak bardzo
-NO tak cześć, masz na imię Victoria?- wpatrywał się we mnie tak jakby chciał się przebic przez mój mózg, jakby chciał ze mnie wszystko wyczytać.
-Tak, od urodzenia.- uśmiechnęłam się delikatnie.- Dlaczego pytasz?
-Skąd jesteś? - no tak kompletnie mnie zignorował, rozejrzałam się dookoła, nie było Lou, zniknął, dlaczeego?
- Urodziłam się w Londynie, mieszkałam tu do siódmego roku życia, później razem z rodzicami wyprowadziłam się do Paryża, a teraz powróciłam bbbo.. Tego no musiałam.- powiedziałam i zamilkłam, nastało cisza TA CISZA, nienawidziłam jej.
-Harry coś się stało?- zapytałam aby znów zaczął mówić, jego głos był taki znajomy, jakbym znała go od urodzenia..
-Znaczy, eemm, nie nic.. Miłej zabawy.- powiedział i tak poprostu poszedł. Zostawił mnie samą na parkiecie. Zostawił tak jak wszyscy do tej pory, moje serce pękło na miliony kawałeczków, a myślałam że to niemożliwe, przecież ja nie mam serca...
Wracaj.!..
.
.
.
Pożyczyłam od jakiegoś gościa papierosa i wyszłam na zewnątrz zapalić. Nie paliłam, znaczy czasami gdy coś mnie naprawdę wkurzyło, chociaż nie powinnam, bo podobno mam słabe serce, tsaa takie gadanie. Usiadłam na schodku przed domem, tutaj było spokojnie, zero kompletnie niepotrzebnych ludzi, tylko ja i moje myśli. Kiedyś unikałam ludzi bo tak chciałam, teraz unikałam bo inaczej nie umiałam. Tak ten stan, po zapaleniu tytoniu, uspokajał mnie, zaciągałam cię powoli ale intensywnie, aby dym przeszedł do moich płuc i mózgu, aby tam pozostał i żeby ten błogi stan się zachował. Usłyszałam że ktoś wychodzi z domu, myślałam ze to jakiś gość, któremu znudziła się impreza, ale ten ktoś usiadł obok mnie ,spojrzałam na niego:
-A ty co? Nie powinieneś się bawić na swoich urodzinach?- zapytałam uroczego Mulata
-A ty co? Palisz?- spojrzałam na niego jak na idiotę
-Nie widać, geniuszu? - Powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam- Czasami sobie zapalę, tak na odstresowanie. - a po chwili jeszcze dodałam- Ale od ciebie wali alkoholem
- W końcu urodziny, a od ciebie wcale.. Przynieść ci drinka?- chłopak już wstawał ale zatrzymałam go zdecydowanym gestem
-Ja nie pije..- nie dokończyłam, nie umiałam, ale dlaczego? Z Lou poszło tak łatwo.. Mulat spojrzał na mnie z widocznym rozbawieniem na twarzy, nie rozumiałam co go rozbawiło, więc spojrzałam na niego znaczącym wzrokiem i podniosłam jedną brew:
-Haha, bo wiesz w dzisiejszych czasach trudno spotkać osiemnastoletnią dziewczynę, która nie piję, więc już nie żartuj że jesteś abstynentką, bo ci nie uwierzę. Widać, że napewno lubisz nieźle wypić..- zaczął się śmiać, ale wraz z tym jak zobaczył mój wyraz twarzy jego uśmiech stawał się coraz to mniejszy, aż w końcu zniknął. Siedzieliśmy w ciszy, TEJ ciszy, nie była ona przyjemna, nikt nie wiedział co ma powiedzieć, miałam nadzieję że Zayn w końcu sobie pójdzie, ale on nadal siedział.
Jako że chłopak nie miał zamiaru mnie zostawić, postanowiłam sama to zrobić, wstałam i udałam się do wyjścia z posesji. Nie powiedziałam nic, nawet zwykłego "cześć", byłam zbyt zmęczona, za dużo rozmów, za dużo uśmiechów.. Byłam jak w transie, on mnie nie rozumiał, wyśmiał mnie, nie wiedział NIC.
.ZNOWU TEN STAN.
.
.
Idę sama przez miasto, pogrążona w PUSTCE.. Nikt za mną nie pobiegł, nikt mnie zatrzymał, wiem pomyślicie że mam jakieś rozdwojenie jaźni czy coś, ale chciałam żeby ktoś taki się znalazł, mimo że nienawidziłam ludzi, teraz właśnie człowieka potrzebowałam. Byłam samotna, chciałam bliskości, zrozumienia, ale najwidoczniej nikt nie mógł mi tego dać.
Spojrzałam na telefon, godzina 1.32, tsaa, a ja sama w tym wielkim mieście, nie miałam pojęcia gdzie się znajdowałam, a ciemność okrążała mnie z każdej strony. BAŁAM SIĘ. chciałam się stamtąd wydostać, mogłam do kogoś zadzwonić, ale nie moja wina ze miałam tam tylko dwa kontakty, i to na dodatek rodziców.. Usiadłam na ławeczce i czekałam, na CUD, na ZBAWIENIE, nie miałam pojęcia kiedy ale moje oczy zaczęly robić się coraz cięższe i cięższe, zasnęłam...
.
.
.
"Jestem na rozstaju dróg, jedna jest zakończona alkoholami rożnego rodzaju, gdy to zobaczyłam na moją twarz wdarł się niechciany uśmiech, natomiast na drugim końcu, znajdowali się ludzie, te potworne kreatury, wołali mnie do siebie, prosili abym do nich przyszła, że niby oni mi pomogą, zaczęłam się śmiać, oni mieliby mi pomóc? Bez zastanowienia wybrałam alkohol, on mnie nigdy nie zrani i nie zostawi....
Nie wiedziałam co było dalej gdyż zostałam obudzona, przez potrząsanie moimi ramionami, po jakimś czasie usłyszałam:
-Victoria, wstawaj słyszysz?! Otwórz oczy, natychmiast."- chciałam naprawdę chciałam ale nie mogłam, ból w mojej głowie mi na to nie pozwalał, gdzie ja wogóle byłam co, i dlaczego tak mnie cholernie boli głowa?
Poczułam nagle że się unoszę, (WTF?!) Ja latam?
Do moich nozdrzy doszedł zapach prześlicznych perfum, męskich perfum. TO znaczyło, że ktoś mnie dotykał.? (:o) I.? Zaczęłam się wiercić, wyrywać, otworzyłam nawet oczy, byłam tak przerażona że nie zwracałam uwagi na przeszywający ból, który prawdę mówiąc był okropny. W końcu wyrwałam się, nikt nie miał prawa mnie dotykać, NIKT.! Zaczęłam biegnąć przed siebie, lecz słyszałam za sobą kroki, ta osoba mnie goniła. Znowu byłam w tym dziwnym transie, w którym nic się nie liczyło, była tylko PUSTKA i chęć ucieknięcia od ludzi. NIKT nie umiał mnie z tego transu wyrwać, nawet ja. .. jednak zaczęłam coś słyszeć, ten głos, ten znajomy, nie musiało mi się coś przesłyszeć, ja nie słyszę, nie widzę, nie czuję:
-Vicki.! Zaczekaj! ja ci nic nie zrobię.!- słyszałam już dokładnie, ale moje ciało nie miało zamiaru się zatrzymać, nie umiało, biegłam dalej, lecz on też, czy on nie wie że to bez sensu ,ja się nie zatrzymam...
-Miałaś ZAUFAĆ.!- w tym momencie wszystko przestało istnieć, ciało się zatrzymało, zaczęłam słyszeć, widzieć i czuć. Chłopak podbiegł do mnie, lecz nie podszedł, słyszałam tylko jego oddech, wykonałam szybko obrót, i mocno wtuliłam się w jego umięśnione ciało, zaciągałam się jego zapachem, .. Jak to możliwe że te słowa, że on.?! Jak to możliwe że on umiał przerwać ten trans, z którym nikt nie umiał sobie poradzić, nawet lekarze.. Chociaż próbowali przez wiele lat... Zaczęłam płakać, wylewałam z siebie wszystkie emocje, ludzie którzy przechodzili obok patrzyli się na nas jak na idiotów, no ale fakt oni nie rozumieją.. Nie rozumieją co jest w tych wszystkich litrach łez, i dlaczego są..
"Nie musisz udawać, że jesteś silny,
nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze,
nie martw się tym co pomyślą inni,
jeśli musisz, płacz-
to dobrze wypłakać łzy do końca
(tylko wtedy wróci uśmiech)."
Witam wszystkich, mam nadzieję że moje opowiadanie się wam podoba, i miło wam się go czyta. :))
Jeżeli macie uwagi, albo chcielibyście coś zmienić piszcie śmiało -----> ask.fm/jeeeeeebs
Jeżeli czytasz, proszę skomentuj :* <3
Kolejny rozdział w środę, ale jeżeli będzie tutaj powiedzmy 6 komentarzy, dodam szybciej :*
Zaguubiona.
.
.
.
Zaczęłam iść w ich kierunku a one w moim, czyli to oznacza że mnie rozpoznał ?...
Nie.
On nie szedł do mnie on szedł do Louisa, spojrzałam na niego był usmiechnięty i także był wpatrzony w zielone oczy, w moje oczy, musiałam ujrzeć tego chłopaka, musiałam dowiedziec się kim jest, Chciałam wiedzieć o nim wszystko. Teraz juz nie liczył się Lou, nawet Zayn, teraz był tylko ON. Już, staliśmy naprzeciwko siebie, ja pożerałam go wzrokiem, on czasami na mnie spoglądał. Miał bujne brązowe loki na całej głowie, , był dobrze umięśniony, miał od groma tatauaży, i te oczy.
- Vicki, poznaj mojego najlepszgo przyjaciela Harrego- spojrzałam na niego, patrzał się na mnie jakby nie kontaktował, myślał nad czymś, głęboko się zastanawiał
- Cześć Harrym, miło mi cię poznać- oj nawet nie wiesz jak bardzo
-NO tak cześć, masz na imię Victoria?- wpatrywał się we mnie tak jakby chciał się przebic przez mój mózg, jakby chciał ze mnie wszystko wyczytać.
-Tak, od urodzenia.- uśmiechnęłam się delikatnie.- Dlaczego pytasz?
-Skąd jesteś? - no tak kompletnie mnie zignorował, rozejrzałam się dookoła, nie było Lou, zniknął, dlaczeego?
- Urodziłam się w Londynie, mieszkałam tu do siódmego roku życia, później razem z rodzicami wyprowadziłam się do Paryża, a teraz powróciłam bbbo.. Tego no musiałam.- powiedziałam i zamilkłam, nastało cisza TA CISZA, nienawidziłam jej.
-Harry coś się stało?- zapytałam aby znów zaczął mówić, jego głos był taki znajomy, jakbym znała go od urodzenia..
-Znaczy, eemm, nie nic.. Miłej zabawy.- powiedział i tak poprostu poszedł. Zostawił mnie samą na parkiecie. Zostawił tak jak wszyscy do tej pory, moje serce pękło na miliony kawałeczków, a myślałam że to niemożliwe, przecież ja nie mam serca...
Wracaj.!..
.
.
.
Pożyczyłam od jakiegoś gościa papierosa i wyszłam na zewnątrz zapalić. Nie paliłam, znaczy czasami gdy coś mnie naprawdę wkurzyło, chociaż nie powinnam, bo podobno mam słabe serce, tsaa takie gadanie. Usiadłam na schodku przed domem, tutaj było spokojnie, zero kompletnie niepotrzebnych ludzi, tylko ja i moje myśli. Kiedyś unikałam ludzi bo tak chciałam, teraz unikałam bo inaczej nie umiałam. Tak ten stan, po zapaleniu tytoniu, uspokajał mnie, zaciągałam cię powoli ale intensywnie, aby dym przeszedł do moich płuc i mózgu, aby tam pozostał i żeby ten błogi stan się zachował. Usłyszałam że ktoś wychodzi z domu, myślałam ze to jakiś gość, któremu znudziła się impreza, ale ten ktoś usiadł obok mnie ,spojrzałam na niego:
-A ty co? Nie powinieneś się bawić na swoich urodzinach?- zapytałam uroczego Mulata
-A ty co? Palisz?- spojrzałam na niego jak na idiotę
-Nie widać, geniuszu? - Powiedziałam i się lekko uśmiechnęłam- Czasami sobie zapalę, tak na odstresowanie. - a po chwili jeszcze dodałam- Ale od ciebie wali alkoholem
- W końcu urodziny, a od ciebie wcale.. Przynieść ci drinka?- chłopak już wstawał ale zatrzymałam go zdecydowanym gestem
-Ja nie pije..- nie dokończyłam, nie umiałam, ale dlaczego? Z Lou poszło tak łatwo.. Mulat spojrzał na mnie z widocznym rozbawieniem na twarzy, nie rozumiałam co go rozbawiło, więc spojrzałam na niego znaczącym wzrokiem i podniosłam jedną brew:
-Haha, bo wiesz w dzisiejszych czasach trudno spotkać osiemnastoletnią dziewczynę, która nie piję, więc już nie żartuj że jesteś abstynentką, bo ci nie uwierzę. Widać, że napewno lubisz nieźle wypić..- zaczął się śmiać, ale wraz z tym jak zobaczył mój wyraz twarzy jego uśmiech stawał się coraz to mniejszy, aż w końcu zniknął. Siedzieliśmy w ciszy, TEJ ciszy, nie była ona przyjemna, nikt nie wiedział co ma powiedzieć, miałam nadzieję że Zayn w końcu sobie pójdzie, ale on nadal siedział.
Jako że chłopak nie miał zamiaru mnie zostawić, postanowiłam sama to zrobić, wstałam i udałam się do wyjścia z posesji. Nie powiedziałam nic, nawet zwykłego "cześć", byłam zbyt zmęczona, za dużo rozmów, za dużo uśmiechów.. Byłam jak w transie, on mnie nie rozumiał, wyśmiał mnie, nie wiedział NIC.
.ZNOWU TEN STAN.
.
.
Idę sama przez miasto, pogrążona w PUSTCE.. Nikt za mną nie pobiegł, nikt mnie zatrzymał, wiem pomyślicie że mam jakieś rozdwojenie jaźni czy coś, ale chciałam żeby ktoś taki się znalazł, mimo że nienawidziłam ludzi, teraz właśnie człowieka potrzebowałam. Byłam samotna, chciałam bliskości, zrozumienia, ale najwidoczniej nikt nie mógł mi tego dać.
Spojrzałam na telefon, godzina 1.32, tsaa, a ja sama w tym wielkim mieście, nie miałam pojęcia gdzie się znajdowałam, a ciemność okrążała mnie z każdej strony. BAŁAM SIĘ. chciałam się stamtąd wydostać, mogłam do kogoś zadzwonić, ale nie moja wina ze miałam tam tylko dwa kontakty, i to na dodatek rodziców.. Usiadłam na ławeczce i czekałam, na CUD, na ZBAWIENIE, nie miałam pojęcia kiedy ale moje oczy zaczęly robić się coraz cięższe i cięższe, zasnęłam...
.
.
.
"Jestem na rozstaju dróg, jedna jest zakończona alkoholami rożnego rodzaju, gdy to zobaczyłam na moją twarz wdarł się niechciany uśmiech, natomiast na drugim końcu, znajdowali się ludzie, te potworne kreatury, wołali mnie do siebie, prosili abym do nich przyszła, że niby oni mi pomogą, zaczęłam się śmiać, oni mieliby mi pomóc? Bez zastanowienia wybrałam alkohol, on mnie nigdy nie zrani i nie zostawi....
Nie wiedziałam co było dalej gdyż zostałam obudzona, przez potrząsanie moimi ramionami, po jakimś czasie usłyszałam:
-Victoria, wstawaj słyszysz?! Otwórz oczy, natychmiast."- chciałam naprawdę chciałam ale nie mogłam, ból w mojej głowie mi na to nie pozwalał, gdzie ja wogóle byłam co, i dlaczego tak mnie cholernie boli głowa?
Poczułam nagle że się unoszę, (WTF?!) Ja latam?
Do moich nozdrzy doszedł zapach prześlicznych perfum, męskich perfum. TO znaczyło, że ktoś mnie dotykał.? (:o) I.? Zaczęłam się wiercić, wyrywać, otworzyłam nawet oczy, byłam tak przerażona że nie zwracałam uwagi na przeszywający ból, który prawdę mówiąc był okropny. W końcu wyrwałam się, nikt nie miał prawa mnie dotykać, NIKT.! Zaczęłam biegnąć przed siebie, lecz słyszałam za sobą kroki, ta osoba mnie goniła. Znowu byłam w tym dziwnym transie, w którym nic się nie liczyło, była tylko PUSTKA i chęć ucieknięcia od ludzi. NIKT nie umiał mnie z tego transu wyrwać, nawet ja. .. jednak zaczęłam coś słyszeć, ten głos, ten znajomy, nie musiało mi się coś przesłyszeć, ja nie słyszę, nie widzę, nie czuję:
-Vicki.! Zaczekaj! ja ci nic nie zrobię.!- słyszałam już dokładnie, ale moje ciało nie miało zamiaru się zatrzymać, nie umiało, biegłam dalej, lecz on też, czy on nie wie że to bez sensu ,ja się nie zatrzymam...
-Miałaś ZAUFAĆ.!- w tym momencie wszystko przestało istnieć, ciało się zatrzymało, zaczęłam słyszeć, widzieć i czuć. Chłopak podbiegł do mnie, lecz nie podszedł, słyszałam tylko jego oddech, wykonałam szybko obrót, i mocno wtuliłam się w jego umięśnione ciało, zaciągałam się jego zapachem, .. Jak to możliwe że te słowa, że on.?! Jak to możliwe że on umiał przerwać ten trans, z którym nikt nie umiał sobie poradzić, nawet lekarze.. Chociaż próbowali przez wiele lat... Zaczęłam płakać, wylewałam z siebie wszystkie emocje, ludzie którzy przechodzili obok patrzyli się na nas jak na idiotów, no ale fakt oni nie rozumieją.. Nie rozumieją co jest w tych wszystkich litrach łez, i dlaczego są..
"Nie musisz udawać, że jesteś silny,
nie musisz mówić, że wszystko jest dobrze,
nie martw się tym co pomyślą inni,
jeśli musisz, płacz-
to dobrze wypłakać łzy do końca
(tylko wtedy wróci uśmiech)."
Witam wszystkich, mam nadzieję że moje opowiadanie się wam podoba, i miło wam się go czyta. :))
Jeżeli macie uwagi, albo chcielibyście coś zmienić piszcie śmiało -----> ask.fm/jeeeeeebs
Jeżeli czytasz, proszę skomentuj :* <3
Kolejny rozdział w środę, ale jeżeli będzie tutaj powiedzmy 6 komentarzy, dodam szybciej :*
Zaguubiona.
środa, 14 maja 2014
ZAUFAJ
" Idę sama przez ulicę, błąkam się i proszę wszystkich o .. POMOC (?!). Ale.. nikt nie chcę mi jej udzielić, dlaczego? Zauważam moją dawną przyjaciółkę, ta gdy usłyszała o co proszę roześmiała się, dała mi z liścia i odeszła. Nie rozumiałam, czemu ona tak zrobiła.. Zobaczyłam babcię, podbiegłam do niej i ją przytuliłam, ta jednak mnie odpycha, i mówi zimnym, pełnym obrzydzenia głosem:
- Nie Kocham cię Vicki, ty mnie również nie kochałaś..
Po policzkach spłynęły mi łzy?.. Nie to pewnie deszcz, idę dalej ale nie ma nikogo.. Rozpłakana siadam na ławeczce, ludzie przechodzą obok, ciesząc się z mojego nieszczęścia. PO chwili ktoś podaję mi rękę, spoglądam w górę i widzę go. Waham się ale jednak chwytam ją, bo gdzieś w głębi wiem że on jest odpowiedni.. "
.
.
.
co ja zrobiłam. Skoro sny mają być takie, to ja za nie podziękuje. Niemożliwe żebym komukolwiek zaufała, ludzie to złe, podstępne kreatury, im nie można ufać, nie można..
W mojej prowizorycznej pidżamie, która składała się z szarej bokserki i krótkich sportowych spodenkach zeszłam do kuchni, moje długie włosy zostały rozpuszczone. Tym razem nie przejmowałam się wyglądem, nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić, a w domu była tylko babcia. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej mleko i z nim powędrowałam do salonu, aby trochę pooglądac telewizor. Przy wejściu zobaczyłam że na kanapie ktoś siedzi, nie znałam go.. Kurczę babci też do tej pory nie widziałam, a co jeśli to jakiś włamywacz, albo gwałciciel, zamknął babcie w szafie a teaz spokojnie ogląda tv i czeka na mnie.. Nie no spokojnie Vicki, nie popadajmy w paranoje. Podeszłam po cichu do niego, stałam bokiem,był za bardzo skupiony na filmie, nie zauważył mnie. Przynajmniej mogłam mu się przyjrzeć, miał brązowe włosy, długą grzywkę zaczesaną na bok, lekki zarost spowodował że stał sie jeszcze bardziej męski, jego usta były koloru malinowego, miał na sobie bluzkę w paski i czerwone rurki, jego oczy były niebieskie i.. Wpatrywały się we mnie (?!)..
O boże jakie on ma spojrzenie... NIE CZEKAJ STOP, PODOBA CI SIĘ WŁAMYWACZ ?! OGARNIJ SIĘ VICKI !! Spojrzałam na niego z byka, myślałam że choć trochę się wystraszy lecz on wpatrywał się we mnie z coraz to większym uśmiechem po chwili wstał, a ja momentalnie cofnęłam sie do tyłu, i niby to "złym" głosem zapytałam:
-Kim jesteś? Czego chcesz? Albo nie mów, wiem doskonale, dalej wyciągaj babcię z szafy i uciekaj póki możesz, policja już to jedzie- powiedziałam to z udawanym luzem, tak naprawdę strasznie się bałam, przecież nie było żadnej policji, jak on się skapnie, jak coś mi zrobi jak...
- Spokojnie, nie jestem żadnym włamywaczem, jestem Lou, kolega Zayna..- o ja pierdole kolejny idiota od Zayna- Wspominał że masz charakterek, no i mówił że jesteś ładna, ale nie że aż tak..
Spaliłam kompletnego buraka i dopiero teraz zauwazyłam że jestem w pidżamie, ale przecież nie mogłam tu tak samego go zostawić.
- Emm, a co ty tutaj robisz, jeżeli mogę wiedzieć.. Lou?- zapytałam podejrzliwie, bo przeciez to że był kolegą mulata nic nie tłumaczyło
- Przyjechałem po Karoline, zabieram ją na urodziny do Zayna.- czyli zostaje sama, "świetnie"- A właśnie Zayn kazał ci się spytać czy nie miałabyś ochoty przyjść?
Ahahahaha, jasne ja i Zayn na jednej imprezie nie wróżyło to niczego dobrego.. Chociaż może raczej powinnam powiedzieć ja i ludzie to nie za najlepsze połącznie..No i ostatnia ale najbardziej ważna sprawa, skoro impreza to napewno alko, nie ma mowy nie mogę...
-Nie mogę..- miałam mówić dalej, ale urwałam, co go to obchodzi , nie moge bo nie.
- Spoko, ale uwierz będzie fajnie, fajni ludzie, zajebista miejscówa- nie mów dalej, proszę, nie dokańczaj..- dużo alkoholu, zabawimy się nieźle.
-Oj no zamknij się już, no.. Zrozum ja nienawidzę ludzi, każdego z osobna mam ochootę pozabijać, nie będe mówić ci dlaczego bo to za długa historia, alkoholu tez nie piję, bbo.. - Mam powiedzie czy nie, ugh, powiem bo pomysli że jestem stuknięta czy coś..- Bo byłam na leczeniu dla uzaleznionych, tak, byłam .... alkoholiczką.
Powiedziałam i z łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju, dlaczego ja mu to powiedziałam, jaka ja byłam głupia. Mogłam powiedzieć że nie mam czasu, to nie ,ja musiałam mówić całą prawdę, od razu. A przeciez my się nawet nie poznaliśmy.. (!)
...
Siedziałam i płakalam, tak to umiałam najlepiej, byłam żałosna, ale ile mozna. On już napewno pojechał minęła przecież godzina, a może nawet więcej. Zeszłam na dół, miałam rację, nikogo nie było.. Usmiechnęłam się sama do siebie, co myslałam, że poczekają za mną, aż się uspokoje? Skoro ja nie byłam fair wobec nich, to dlaczego oni mieliby być? Weszłam do pokoju i zobaczyłam na stoliku karteczkę:
" Nie płacz proszę, taka śliczna dziewczyna nie powinna być smutna.. Nie ważne co było kiedyś, ważne co jest teraz. Masz tutaj adres Zayna -----------------------, wpadnij jeżeli będziesz miała ochotę,
I pamiętaj ZAUFAJ"
Uśmiechnęłam się, ale nie lekko, nie sztucznie, tylko prawdziwie, ten chlopak był magiczny i musiałam go poznać bliżej, musiałam. Pobiegłam szybko na górę się przyszykować. W końcu po długich poszukiwaniach znalazłam śliczną lekko różową sukienkę, bez ramiączeka z czarnymi akcentami, do tego czarne wysokie szpilki ,włosy rozpuściłam, a oczy mocno umalowałam, spojrzałam w lustro wow, już dawno tak dobrze nie wygladałam. Uśmiechnęłam się jeszcze raz do swojego lustra i wyszłam z domu, aby na zewnątrz poczekać na taxi..
.
.
.
Jestem w taxówce, nie wiem właściwie co ja robię, ale wiem że muszę jeszcze raz zobaczyc tego chłopaka. ..
Mam nadzieję że będzie ktoś jeszcze kto nie będzie pił, boję się że nie dam rady i popełnie ten błąd i spróbuję, A dla mnie nawet łyk jest niebezpieczny.. Muszę dać radę. ! Jestem silna ! Zobaczyłam że nie jedziemy spojrzałąm ze zdziwieniem na kierowcę.
- TO tutaj panienko- usmiechnęłam się lekko i podałam pieniądze- uważaj żebys kochana głowy nie straciła..
Już się nawet nie odezwałąm, tylko jak najprędzej wyszłam, ten typ był obleśny, okropny, i własnie dzięki takim jak on świat stacza się na psy..
Spojrzalam na budynek przede mną, wow, była to przeogromna willa, kim oni byli? KIm był Zayn? Jak taki dupek mógł mieć taką chatę? A może kierowca pomylił adres? Spojrzałam na karteczkę, nie wszystko się zgadzało, podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Pierwszy raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szó..
- O cześć, Vicki, jednak przyszłaś, nawet nie wiesz jak się cieszę- przede mną stał już nieźle wcięty Zayn, uśmiechał się do mnie, a ja stałam tam z obojętną miną: wejdź i się rozgość.
Weszłam do środka, a on za mną. Podałam mu pudełko z prezentem, które on odłozył na bok, złapał mnie ręką w pasie, którą szybko strzępnełam (on nie miał prawa mnie dotykać, NIKT nie miał prawa) on jednak się tym nie przejął i zaprowadził do salonu. Było tu od groma ludzi, nie znałam tu nikogo, szukałam znajomych twarzy, ale nikogo nie znalazłam.. Szłam dalej za mulatem, mijając dziesiątki twarzy.. Dziesiątki ludzi, kreatur.. Patrzyli się na mnie z uznaniem? Zazdrością? Pożądaniem? Nie wiedziałam, nigdy wzesniej nie zaznałam podobnego doznania.. Nagle poczułam że ktoś mnie z tyłu przytula, obróciłam się gwałtownie i zobaczyłam usmiechniętego Lou
-Przyszłaś śliczna - dał mi buziaka w policzek, ( o fuck, dlaczego nie pojawiły się dreszczę, dlaczego nie poczułam odrazy do jego dotyku) spojrzałam kątem oka na Zayna, no powiem szczerze że nie był zadowolony
-Zaufałam..- powiedziałam i wyszczerzyłam się do bruneta, ten odwzajemnił mój usmiech i powiedział że muszę poznać jego najlepszego kumpla z najlepszych. Do tej pory myślałam że to Zayn,. Znałam już Liama, Nialla, Louisa, , więc kto jeszcze został ? Jaki to członek bandy mulata został pominięty?
Szłam powoli za Lou, i zastanawiałam się. jak długo jeszcze wytrzymam w towarzystwie tych wszystkich ludzi, w towarzystwie alkoholu, kiedy się skuszę? Było tu tyle róznych rodzaji, ale obiecałam sobie że będe silna, że dam radę...
Nagle wszystko przestało istnieć, ujrzałam je, moje sliczne zielone oczy. Oczy które, były dla mnie wszystkim, które są dla mnnie wszystkim...
"Nie boje się wilka, tabletek, śmierci
czy też czterdzieści rodzajów pustej ciemności
Boję się jedynie zaufać..."
- Nie Kocham cię Vicki, ty mnie również nie kochałaś..
Po policzkach spłynęły mi łzy?.. Nie to pewnie deszcz, idę dalej ale nie ma nikogo.. Rozpłakana siadam na ławeczce, ludzie przechodzą obok, ciesząc się z mojego nieszczęścia. PO chwili ktoś podaję mi rękę, spoglądam w górę i widzę go. Waham się ale jednak chwytam ją, bo gdzieś w głębi wiem że on jest odpowiedni.. "
.
.
.
co ja zrobiłam. Skoro sny mają być takie, to ja za nie podziękuje. Niemożliwe żebym komukolwiek zaufała, ludzie to złe, podstępne kreatury, im nie można ufać, nie można..
W mojej prowizorycznej pidżamie, która składała się z szarej bokserki i krótkich sportowych spodenkach zeszłam do kuchni, moje długie włosy zostały rozpuszczone. Tym razem nie przejmowałam się wyglądem, nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić, a w domu była tylko babcia. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej mleko i z nim powędrowałam do salonu, aby trochę pooglądac telewizor. Przy wejściu zobaczyłam że na kanapie ktoś siedzi, nie znałam go.. Kurczę babci też do tej pory nie widziałam, a co jeśli to jakiś włamywacz, albo gwałciciel, zamknął babcie w szafie a teaz spokojnie ogląda tv i czeka na mnie.. Nie no spokojnie Vicki, nie popadajmy w paranoje. Podeszłam po cichu do niego, stałam bokiem,był za bardzo skupiony na filmie, nie zauważył mnie. Przynajmniej mogłam mu się przyjrzeć, miał brązowe włosy, długą grzywkę zaczesaną na bok, lekki zarost spowodował że stał sie jeszcze bardziej męski, jego usta były koloru malinowego, miał na sobie bluzkę w paski i czerwone rurki, jego oczy były niebieskie i.. Wpatrywały się we mnie (?!)..
O boże jakie on ma spojrzenie... NIE CZEKAJ STOP, PODOBA CI SIĘ WŁAMYWACZ ?! OGARNIJ SIĘ VICKI !! Spojrzałam na niego z byka, myślałam że choć trochę się wystraszy lecz on wpatrywał się we mnie z coraz to większym uśmiechem po chwili wstał, a ja momentalnie cofnęłam sie do tyłu, i niby to "złym" głosem zapytałam:
-Kim jesteś? Czego chcesz? Albo nie mów, wiem doskonale, dalej wyciągaj babcię z szafy i uciekaj póki możesz, policja już to jedzie- powiedziałam to z udawanym luzem, tak naprawdę strasznie się bałam, przecież nie było żadnej policji, jak on się skapnie, jak coś mi zrobi jak...
- Spokojnie, nie jestem żadnym włamywaczem, jestem Lou, kolega Zayna..- o ja pierdole kolejny idiota od Zayna- Wspominał że masz charakterek, no i mówił że jesteś ładna, ale nie że aż tak..
Spaliłam kompletnego buraka i dopiero teraz zauwazyłam że jestem w pidżamie, ale przecież nie mogłam tu tak samego go zostawić.
- Emm, a co ty tutaj robisz, jeżeli mogę wiedzieć.. Lou?- zapytałam podejrzliwie, bo przeciez to że był kolegą mulata nic nie tłumaczyło
- Przyjechałem po Karoline, zabieram ją na urodziny do Zayna.- czyli zostaje sama, "świetnie"- A właśnie Zayn kazał ci się spytać czy nie miałabyś ochoty przyjść?
Ahahahaha, jasne ja i Zayn na jednej imprezie nie wróżyło to niczego dobrego.. Chociaż może raczej powinnam powiedzieć ja i ludzie to nie za najlepsze połącznie..No i ostatnia ale najbardziej ważna sprawa, skoro impreza to napewno alko, nie ma mowy nie mogę...
-Nie mogę..- miałam mówić dalej, ale urwałam, co go to obchodzi , nie moge bo nie.
- Spoko, ale uwierz będzie fajnie, fajni ludzie, zajebista miejscówa- nie mów dalej, proszę, nie dokańczaj..- dużo alkoholu, zabawimy się nieźle.
-Oj no zamknij się już, no.. Zrozum ja nienawidzę ludzi, każdego z osobna mam ochootę pozabijać, nie będe mówić ci dlaczego bo to za długa historia, alkoholu tez nie piję, bbo.. - Mam powiedzie czy nie, ugh, powiem bo pomysli że jestem stuknięta czy coś..- Bo byłam na leczeniu dla uzaleznionych, tak, byłam .... alkoholiczką.
Powiedziałam i z łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju, dlaczego ja mu to powiedziałam, jaka ja byłam głupia. Mogłam powiedzieć że nie mam czasu, to nie ,ja musiałam mówić całą prawdę, od razu. A przeciez my się nawet nie poznaliśmy.. (!)
...
Siedziałam i płakalam, tak to umiałam najlepiej, byłam żałosna, ale ile mozna. On już napewno pojechał minęła przecież godzina, a może nawet więcej. Zeszłam na dół, miałam rację, nikogo nie było.. Usmiechnęłam się sama do siebie, co myslałam, że poczekają za mną, aż się uspokoje? Skoro ja nie byłam fair wobec nich, to dlaczego oni mieliby być? Weszłam do pokoju i zobaczyłam na stoliku karteczkę:
" Nie płacz proszę, taka śliczna dziewczyna nie powinna być smutna.. Nie ważne co było kiedyś, ważne co jest teraz. Masz tutaj adres Zayna -----------------------, wpadnij jeżeli będziesz miała ochotę,
I pamiętaj ZAUFAJ"
Uśmiechnęłam się, ale nie lekko, nie sztucznie, tylko prawdziwie, ten chlopak był magiczny i musiałam go poznać bliżej, musiałam. Pobiegłam szybko na górę się przyszykować. W końcu po długich poszukiwaniach znalazłam śliczną lekko różową sukienkę, bez ramiączeka z czarnymi akcentami, do tego czarne wysokie szpilki ,włosy rozpuściłam, a oczy mocno umalowałam, spojrzałam w lustro wow, już dawno tak dobrze nie wygladałam. Uśmiechnęłam się jeszcze raz do swojego lustra i wyszłam z domu, aby na zewnątrz poczekać na taxi..
.
.
.
Jestem w taxówce, nie wiem właściwie co ja robię, ale wiem że muszę jeszcze raz zobaczyc tego chłopaka. ..
Mam nadzieję że będzie ktoś jeszcze kto nie będzie pił, boję się że nie dam rady i popełnie ten błąd i spróbuję, A dla mnie nawet łyk jest niebezpieczny.. Muszę dać radę. ! Jestem silna ! Zobaczyłam że nie jedziemy spojrzałąm ze zdziwieniem na kierowcę.
- TO tutaj panienko- usmiechnęłam się lekko i podałam pieniądze- uważaj żebys kochana głowy nie straciła..
Już się nawet nie odezwałąm, tylko jak najprędzej wyszłam, ten typ był obleśny, okropny, i własnie dzięki takim jak on świat stacza się na psy..
Spojrzalam na budynek przede mną, wow, była to przeogromna willa, kim oni byli? KIm był Zayn? Jak taki dupek mógł mieć taką chatę? A może kierowca pomylił adres? Spojrzałam na karteczkę, nie wszystko się zgadzało, podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Pierwszy raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szó..
- O cześć, Vicki, jednak przyszłaś, nawet nie wiesz jak się cieszę- przede mną stał już nieźle wcięty Zayn, uśmiechał się do mnie, a ja stałam tam z obojętną miną: wejdź i się rozgość.
Weszłam do środka, a on za mną. Podałam mu pudełko z prezentem, które on odłozył na bok, złapał mnie ręką w pasie, którą szybko strzępnełam (on nie miał prawa mnie dotykać, NIKT nie miał prawa) on jednak się tym nie przejął i zaprowadził do salonu. Było tu od groma ludzi, nie znałam tu nikogo, szukałam znajomych twarzy, ale nikogo nie znalazłam.. Szłam dalej za mulatem, mijając dziesiątki twarzy.. Dziesiątki ludzi, kreatur.. Patrzyli się na mnie z uznaniem? Zazdrością? Pożądaniem? Nie wiedziałam, nigdy wzesniej nie zaznałam podobnego doznania.. Nagle poczułam że ktoś mnie z tyłu przytula, obróciłam się gwałtownie i zobaczyłam usmiechniętego Lou
-Przyszłaś śliczna - dał mi buziaka w policzek, ( o fuck, dlaczego nie pojawiły się dreszczę, dlaczego nie poczułam odrazy do jego dotyku) spojrzałam kątem oka na Zayna, no powiem szczerze że nie był zadowolony
-Zaufałam..- powiedziałam i wyszczerzyłam się do bruneta, ten odwzajemnił mój usmiech i powiedział że muszę poznać jego najlepszego kumpla z najlepszych. Do tej pory myślałam że to Zayn,. Znałam już Liama, Nialla, Louisa, , więc kto jeszcze został ? Jaki to członek bandy mulata został pominięty?
Szłam powoli za Lou, i zastanawiałam się. jak długo jeszcze wytrzymam w towarzystwie tych wszystkich ludzi, w towarzystwie alkoholu, kiedy się skuszę? Było tu tyle róznych rodzaji, ale obiecałam sobie że będe silna, że dam radę...
Nagle wszystko przestało istnieć, ujrzałam je, moje sliczne zielone oczy. Oczy które, były dla mnie wszystkim, które są dla mnnie wszystkim...
"Nie boje się wilka, tabletek, śmierci
czy też czterdzieści rodzajów pustej ciemności
Boję się jedynie zaufać..."
niedziela, 11 maja 2014
LUDZIE
"Widze ciemność, wszędzie, dookoła jest tylko ciemność.. Boje się.. Po paru minutach, które trwały wieczność, mój wzrok przyzwyczaił się, ujrzałam las, drzewa, wysokie, które otaczały mnie i ciągły się w nieskończoność. Nie miałam pojęcia jak się tutaj znalazłam, a najważniejsze nie wiedziałam jak się stąd wydostać. bałam się .. MÓj lęk stał się OGROMNY.. Zaczęłam biegnąć, nie, ja zaczęłam uciekać.. CO chwila wywracałam się o korzenie, gałęzie, twarz moja była cała podrapana.. Nagle poczułam że ktoś mnie złapał w pasie i podniósł. Wystraszyłam się jeszcze bardziej, czego ta osoba ode mnie chcę, ja musze uciekać.?! Zaczęłam kopać, walić pięściami, gryzłam, drapałam, wrzeszczałam, co ja gadam? Ja się darłam w niebogłosy. Osoba ta jednak nadal nie puszczała, czekała.. Ale na co? .. Po jakimś czasie gdy już znacząco opadłam z sił, usłyszałam męski głos:
-Dlaczego nie chcesz abym ci pomógł.? Ja znam wyjście z tego lasu, musisz TYLKO mi zaufać- gdy to mówił jego uścisk robił się coraz lużniejszy aż w końcu puścił mnie całkowicie, obróciłam się w jego strone i odpowiedziałam:
- Śmieszny jesteś. Nie wiesz że ludziom nie warto ufać.? I tak wszyscy po jakimś czasie cię zranią...- Po czym pognałam dalej w ciemność, sama, NIBY bezpieczna.. Jak najdalej od tego chłopaka, jak najdalej od czekoladowych oczu..."
.
.
.
Obudziłam się, byłam cała oblepiona potem, było mi strasznie gorąco, wyszłam więc jak najprędzej z ciepłego łózka. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, byłam cała bordowa, moje włosy sterczały we wszystkich możliwych kierunkach, wyglądałam jakbym własnie wróciła z W-F albo lepiej, z maratonu na 10 km, a ja przecież tylkko spałam..
Jednak nie martwiłam się tym dłużej, wręcz przeciwnie byłam zadowolona. Przecież powróciły moje sny, nie byłam walnięta.. ALe co je wywołało, przyjazd do Londynu, babcia.? Nie... Wiedziałam dokładnie że za sprawą powrotu snow stoi tajemniczy, wnerwiający chłopak, o brązowych oczach.
Stanęłam przed szafą i zaczęłam się zastanawiać co na siebie włożyć, w Paryżu nie przejmowałabym się czymś tak błahym jak wygląd, ale tutaj nie chcialam babci narobić wstydu..Wybrałam więc brązowe rurki sięgające przed kostkę, bluzę galaxy, i fioletowe vansy. Włosy rozczesałam i rozpuściłam, ale już po chwili zdecydowałam że przyda mi się zmiana i związałam je w koka na czubku głowy, jeszcze tylko troche mascary i już byłam gotowa. Spojrzałam w lustro, hmmm muszę powiedzieć że nie wyglądałam najgorzej. Zerknęłam na zegarek o już 10.20, postanowiłam więc zaszczycić babcię swoim towrzystwem, wczoraj wogóle nie rozmawiałyśmy... Zeszłam po schodach na dół, już tam czułam cudowny zapach babcinych wypieków.. mmmm, delicje... Weszłam do kuchni, babcia na mój widok szeroko się uśmiechnęła, podeszła do mnie i pocałowała w policzek.. ALe jak ona mogła.. jak?.. nie myślałam o tym dłużej, podobało mi się to, to ciepło, jakie wtedy poczułam, po prostu nie do opisania.
-Jak ci się spało kochanie?- zapytała, babcia, która nie miała najmniejszego pojęcia co u mnie wywołał ten oto mały buziak
-eeem, dobrze. Mogę babeczke?- tak to one kusiły mnie zapachem całą drogę.
-Bierz, częstuj się. Ale zostaw parę dla Zayna.
-A kto to jest ten Zayn?- zapytałam od niechcenia, żeby poprostu nie nastała ta dziwna cisza, która do niedawna trwała za DŁUGO..
- Kolega syna naszej sąsiadki, przychodzi do mnie często wraz ze swoją bandą, ma urodziny i prosił mnie o upieczenie paru babeczek.- spojrzałam na blat, taaa "troche" babeczek...
- tsaaa, fajnie. No a ja ide pooglądać tv.- usmiechnęłam się delikatnie i poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zaczęłam szukać jakiś horrorów, uwielbiałam je, ona jedyne były normalne. Komedie, były sztuczne aż za bardzo, seriale, jeszcze bardziej, ukazywałe one rodziny, które w prawdziwym życiu nigdy się nie zdarzały, bajki były głupie i zboczone, muzyka nie taka jaka powinna być..
Gdy już kolejny raz klikałam guzik na pilocie, usłyszałam dzwonek do drzwi, nie miałam najmniejszej ochoty z kimkolwiek teraz rozmawiać, spojrzałam na babcie ale ta wyjmowała już chyba setną blache babeczek, zdenerwowana podeszłam do drzwi i je otworzyłam:
- Śledzisz mnie? - spytałam serio, bo za drzwiami stał ten chłopak którego wczoraj spotkałam na ulicy, ten spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem:
-Taaa chciałabyś, przyszedłem po babeczki, babcia ci nie mówiła? - roześmial się i bez pozwolenia wszedł do domu.
Zamknęłam drzwi i powróciłam do salonu, do telewizora. Nie interesował mnie ani on, ani te głupie babeczki,ani to całe miasto, nicc..
Spojrzałam w kierunku kuchni i to był mój błąd, gdyż on również patrzał w moim kierunku, a może patrzał się tu cały czas, nie co ja gadam pewnie tylko spojrzał. Gdy zobaczył że również się patrze, uśmiechnął się i powrócił do rozmowy z babunią. Aaaa, dlaczego on tak na mnie działał ? Wstałam gwałtownie z łożka i wyszłam z tego pieprzonego domu, trzaskając drzwiami najmocniej jak się dało. Zaczełam iść przed siebie, nie obchodziło mnie to gdzie idę, ważniejsze było to że będe jak najdalej od tego człowieka, czego on ode mnie chciał? ..
.
.
.
Włóczyłam sie po mieście już chyba trzecią godzinę i stwierdziłam że już najwyższa pora wrócić do domu. Nie mogłam tak całą wieczność przed nim uciekać, kim on był co? TO ja byłam ta wredna to ja tu rządzilam.. Czy to możliwe że lód w moim sercu zaczął topnieć.? NIE. Czuje że jestem inna, czuje że już nie mogę się zmienić, że juz nie umiem sie zmienić.. Weszłam do domu, usłyszałam śmiechy i rozmowy, czy to możliwe żeby on tu nadal był? a może babcia ma jakieś kółko, albo coś? Taką miałam nadzieje.. Weszłam do salonu ,ujrzałam babcię i trójkę chłopaków , wśród nich był ten cały Zayn. Nie zauważyli mnie, więc postanowiłam po cichu udać się do swojego pokoju, gdy byłam już na schodach usłyszałam babcię, kurde zauważyła mnie:
-O Vicki, wróciłaś już..- spojrzałam na nich, wszyscy sie na mnie patrzeli, uśmiechnęłam się sztucznie i zeszłam do nich.
Nie rozumiałam, dlaczego babcia mi to robi, wiedziała przecież, że nie mam ochoty z nikim się zaprzyjaźniać, a ona za wszelką cenę chciałą aby własnie tak się stało. Chciała zrobić mi na złość czy co? Podeszłam do pierwszego z nich miał blond czuprynę i niebieskie oczy, usmiechnął się do mnie i powiedział:
-Cześć, jestem Niall, Karoline dużo nam o tobie opowiadała,... Zayn zresztą też- po końcówcę, dostał z łokcia w brzuch od mulata, teraz przyszła kolej na niego podałam mu ręke:
- Witaj, Zayn jestem, przepraszam że się wczesniej nie przedstawiłam, ale myślałem że wiesz kim jestem.- spojrzalam na niego z miną typu " Co ty do mnie mówisz człowieku?" i poszłam dalej, na fotelu siedział brunet w krótkich włosach, on wydał mi sie najbardziej normalny, mimo że nie chciałam, wiedziałam że mu można ufać, wyglądał jak starszy brat, podałam mu ręke:
- No cześć jestem Liam, miło mi cię w końcu poznać.- usmiechnęłam się delikatnie, i poszłam do swojego pokoju. Miałam dość rozmów na dzisiaj, za dużo mówienia, moja głowa ledwo co wytrzymywała, byłam zmęczona. Miałam dość, chciałam zasnąć i nigdy się nie obudzić. Wzięłam tabletki przepisane przez mojego psychologa i położyłam się spać, mimo że była dopiero 16.. Chciałam zapomnieć o tych chłopakach, chce spaaaaaaać..... Chcę być znowu z nimi, z rodzicami. ODDAJCIE MI ICH, TAK BARDZO TĘSKNIE..
" Życie jest dziwne, często podkłada nam pod nogi ludzi, których nie chcielibyśmy w naszym życiu, ale to własnie oni są nam najbardziej potrzebni".
Dziękuje bardzo za wszystkie komentarze, mimo że nie było ich zbyt duzo, ale..
Ale patrze na liczbę wyświetleń, która każdego dnia jest coraz większa i odrazu na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Dziękuje <3 !
*Zaguubiona
-Dlaczego nie chcesz abym ci pomógł.? Ja znam wyjście z tego lasu, musisz TYLKO mi zaufać- gdy to mówił jego uścisk robił się coraz lużniejszy aż w końcu puścił mnie całkowicie, obróciłam się w jego strone i odpowiedziałam:
- Śmieszny jesteś. Nie wiesz że ludziom nie warto ufać.? I tak wszyscy po jakimś czasie cię zranią...- Po czym pognałam dalej w ciemność, sama, NIBY bezpieczna.. Jak najdalej od tego chłopaka, jak najdalej od czekoladowych oczu..."
.
.
.
Obudziłam się, byłam cała oblepiona potem, było mi strasznie gorąco, wyszłam więc jak najprędzej z ciepłego łózka. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, byłam cała bordowa, moje włosy sterczały we wszystkich możliwych kierunkach, wyglądałam jakbym własnie wróciła z W-F albo lepiej, z maratonu na 10 km, a ja przecież tylkko spałam..
Jednak nie martwiłam się tym dłużej, wręcz przeciwnie byłam zadowolona. Przecież powróciły moje sny, nie byłam walnięta.. ALe co je wywołało, przyjazd do Londynu, babcia.? Nie... Wiedziałam dokładnie że za sprawą powrotu snow stoi tajemniczy, wnerwiający chłopak, o brązowych oczach.
Stanęłam przed szafą i zaczęłam się zastanawiać co na siebie włożyć, w Paryżu nie przejmowałabym się czymś tak błahym jak wygląd, ale tutaj nie chcialam babci narobić wstydu..Wybrałam więc brązowe rurki sięgające przed kostkę, bluzę galaxy, i fioletowe vansy. Włosy rozczesałam i rozpuściłam, ale już po chwili zdecydowałam że przyda mi się zmiana i związałam je w koka na czubku głowy, jeszcze tylko troche mascary i już byłam gotowa. Spojrzałam w lustro, hmmm muszę powiedzieć że nie wyglądałam najgorzej. Zerknęłam na zegarek o już 10.20, postanowiłam więc zaszczycić babcię swoim towrzystwem, wczoraj wogóle nie rozmawiałyśmy... Zeszłam po schodach na dół, już tam czułam cudowny zapach babcinych wypieków.. mmmm, delicje... Weszłam do kuchni, babcia na mój widok szeroko się uśmiechnęła, podeszła do mnie i pocałowała w policzek.. ALe jak ona mogła.. jak?.. nie myślałam o tym dłużej, podobało mi się to, to ciepło, jakie wtedy poczułam, po prostu nie do opisania.
-Jak ci się spało kochanie?- zapytała, babcia, która nie miała najmniejszego pojęcia co u mnie wywołał ten oto mały buziak
-eeem, dobrze. Mogę babeczke?- tak to one kusiły mnie zapachem całą drogę.
-Bierz, częstuj się. Ale zostaw parę dla Zayna.
-A kto to jest ten Zayn?- zapytałam od niechcenia, żeby poprostu nie nastała ta dziwna cisza, która do niedawna trwała za DŁUGO..
- Kolega syna naszej sąsiadki, przychodzi do mnie często wraz ze swoją bandą, ma urodziny i prosił mnie o upieczenie paru babeczek.- spojrzałam na blat, taaa "troche" babeczek...
- tsaaa, fajnie. No a ja ide pooglądać tv.- usmiechnęłam się delikatnie i poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zaczęłam szukać jakiś horrorów, uwielbiałam je, ona jedyne były normalne. Komedie, były sztuczne aż za bardzo, seriale, jeszcze bardziej, ukazywałe one rodziny, które w prawdziwym życiu nigdy się nie zdarzały, bajki były głupie i zboczone, muzyka nie taka jaka powinna być..
Gdy już kolejny raz klikałam guzik na pilocie, usłyszałam dzwonek do drzwi, nie miałam najmniejszej ochoty z kimkolwiek teraz rozmawiać, spojrzałam na babcie ale ta wyjmowała już chyba setną blache babeczek, zdenerwowana podeszłam do drzwi i je otworzyłam:
- Śledzisz mnie? - spytałam serio, bo za drzwiami stał ten chłopak którego wczoraj spotkałam na ulicy, ten spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem:
-Taaa chciałabyś, przyszedłem po babeczki, babcia ci nie mówiła? - roześmial się i bez pozwolenia wszedł do domu.
Zamknęłam drzwi i powróciłam do salonu, do telewizora. Nie interesował mnie ani on, ani te głupie babeczki,ani to całe miasto, nicc..
Spojrzałam w kierunku kuchni i to był mój błąd, gdyż on również patrzał w moim kierunku, a może patrzał się tu cały czas, nie co ja gadam pewnie tylko spojrzał. Gdy zobaczył że również się patrze, uśmiechnął się i powrócił do rozmowy z babunią. Aaaa, dlaczego on tak na mnie działał ? Wstałam gwałtownie z łożka i wyszłam z tego pieprzonego domu, trzaskając drzwiami najmocniej jak się dało. Zaczełam iść przed siebie, nie obchodziło mnie to gdzie idę, ważniejsze było to że będe jak najdalej od tego człowieka, czego on ode mnie chciał? ..
.
.
.
Włóczyłam sie po mieście już chyba trzecią godzinę i stwierdziłam że już najwyższa pora wrócić do domu. Nie mogłam tak całą wieczność przed nim uciekać, kim on był co? TO ja byłam ta wredna to ja tu rządzilam.. Czy to możliwe że lód w moim sercu zaczął topnieć.? NIE. Czuje że jestem inna, czuje że już nie mogę się zmienić, że juz nie umiem sie zmienić.. Weszłam do domu, usłyszałam śmiechy i rozmowy, czy to możliwe żeby on tu nadal był? a może babcia ma jakieś kółko, albo coś? Taką miałam nadzieje.. Weszłam do salonu ,ujrzałam babcię i trójkę chłopaków , wśród nich był ten cały Zayn. Nie zauważyli mnie, więc postanowiłam po cichu udać się do swojego pokoju, gdy byłam już na schodach usłyszałam babcię, kurde zauważyła mnie:
-O Vicki, wróciłaś już..- spojrzałam na nich, wszyscy sie na mnie patrzeli, uśmiechnęłam się sztucznie i zeszłam do nich.
Nie rozumiałam, dlaczego babcia mi to robi, wiedziała przecież, że nie mam ochoty z nikim się zaprzyjaźniać, a ona za wszelką cenę chciałą aby własnie tak się stało. Chciała zrobić mi na złość czy co? Podeszłam do pierwszego z nich miał blond czuprynę i niebieskie oczy, usmiechnął się do mnie i powiedział:
-Cześć, jestem Niall, Karoline dużo nam o tobie opowiadała,... Zayn zresztą też- po końcówcę, dostał z łokcia w brzuch od mulata, teraz przyszła kolej na niego podałam mu ręke:
- Witaj, Zayn jestem, przepraszam że się wczesniej nie przedstawiłam, ale myślałem że wiesz kim jestem.- spojrzalam na niego z miną typu " Co ty do mnie mówisz człowieku?" i poszłam dalej, na fotelu siedział brunet w krótkich włosach, on wydał mi sie najbardziej normalny, mimo że nie chciałam, wiedziałam że mu można ufać, wyglądał jak starszy brat, podałam mu ręke:
- No cześć jestem Liam, miło mi cię w końcu poznać.- usmiechnęłam się delikatnie, i poszłam do swojego pokoju. Miałam dość rozmów na dzisiaj, za dużo mówienia, moja głowa ledwo co wytrzymywała, byłam zmęczona. Miałam dość, chciałam zasnąć i nigdy się nie obudzić. Wzięłam tabletki przepisane przez mojego psychologa i położyłam się spać, mimo że była dopiero 16.. Chciałam zapomnieć o tych chłopakach, chce spaaaaaaać..... Chcę być znowu z nimi, z rodzicami. ODDAJCIE MI ICH, TAK BARDZO TĘSKNIE..
" Życie jest dziwne, często podkłada nam pod nogi ludzi, których nie chcielibyśmy w naszym życiu, ale to własnie oni są nam najbardziej potrzebni".
Dziękuje bardzo za wszystkie komentarze, mimo że nie było ich zbyt duzo, ale..
Ale patrze na liczbę wyświetleń, która każdego dnia jest coraz większa i odrazu na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Dziękuje <3 !
*Zaguubiona
czwartek, 8 maja 2014
CZŁOWIEK
.
.
.
.
.
.
Obudziłam się, dzisiaj kolejny raz bez jakiegokolwiek snu, czy to oznacza że źle zrobiłam, że poszłam na to gówniane leczenie.? Prawdopodobnie tak, ale przynajmniej nie wydaje większości kasy na alko..
Wczoraj wykupiłam bilet, lot dzisiaj o godzinie 19, podobno wieczorem jest mniejszy ruch. To dobrze, bardzo dobrze, nie mam zamiaru oglądać twarzy ludzi, a jeszcze nadodatek z nimi gadać, niedoczekanie jakieś. Zawiodłam się na wszystkich, dlaczego.? Przecież byłam dla wszystkich, miła, uczyłam się w miare dobrze, ale jak zwykle to mnie musiało czekać nieszczęście. A przyjaciele.? Byli, ale jak tylko zrobiło się żle się zmyli.
Wstałam niechętnie, w głowie jak zwykle totalna pustka, nie mam żadnych myśli, marzeń, nie mówię. Dlaczego.? Nie chce, po prostu nie chcę, umieram i umrzeć nie moge. mimo ze chcę. tak bardzo tego pragnę, ale dam rade dzisiaj po 20 bedę w Londynie u babci, która mi pomoże, dzięki której wyjdę w końcu z tego całego bagna, ale jeżeli jej się nie uda?
Siedzę w salonie i wpatruje się w zegar jest godzina 18.50, o 19.00, ma przyjechać taxi, któe zabieerze mnie na lotnisko.Obok mnie dwie walizki, tyle musi starczyć, reszte rzeczy zostawiam tutaj. Dlaczego? Nie wiem może nadal wierze w to że kiedyś uda mi się wrócić, i będe żyła jak dawniej, albo może dlatego że ten cały dom, że te wszytskie rzeczy.. Prawde mówiąc tylko to mi zostało po rodzicach.
Sekundy, zmieniają się w minuty, minuty w godziny. Te dziesięć minut na które mam czekać za taksówkę zmienia się w całą wieczność. WYCHODZE. ZAMYKAM DRZWI. CZEKAM. CZEKAM., PODJEZDZA TAXI. OSTATNI RAZ SPOGLĄDAM NA DOM. PROBUJE SOBIE WYOBRAZIC ZE ONI TAM SĄ, ŻE WYSYŁAJĄ MNIE NA KRÓTKIE WAKACJE, WRÓCE ZA JAKIŚ CZAS I BĘDZIEMY ZNOWU RAZEM. PO POLICZKU SPŁYWA ŁZA. WYCIERAM JĄ. WSIADAM. ODJEŻDŻAM. BYĆ MOŻE JUŻ NA ZAWSZE.
.
.
.
Jestem już w samolocie, lecę. Lecę po szczęście, ale co jesli go tam nie znajdę, co jeśli zagubie się jeszcze bardziej, jeśli nie będe chciała dłużej czekać na anioła tylko sama go wezwę?...
Chciałabym myśleć inaczej, ale nie potrafię, jestem .. Właściwie kim ja jestem? KIedyś byłam po prostu Victorią Seean, póżniej zwyczajną alkoholiczką, a teraz? Zbłąkaną duszą? Nieobliczalną? Wariatką?
Jestem NIKIM.
Po locie który dłużył mi się w nieskończoność, znalazłam sie na zatłoczonej ulicy Londynu, już zapomniałam jak tu jest pięknie, jak to miasto tętni życiem, zupełnie tu nie pasuję, jestem pasożytem..
Złapałam taxówkę i podałam adres, taksówkarz o nic nie pytał, własnie tacy byli ludzie w Londynie. Nie zadawali zbędnych pytań, nie doszukiwali się prawdy, poprostu żyli własnym życiem. Za to juuż ich lubiłam, w Paryżu było inaczej, każdy chciał wiedzieć wszystko, dopytywał póki nie dowiedział się prawdy..
Po godzinej podróży byliśmy na miejsu, starszy facet, no może miał z 50 lat, wyjał z bagażnika moje walizki, a gdy mu płaciłam, powiedział:
-Jesteś naprawde sliczną dziewczyną, która zapewne dużo przeszła, nie ma co się smucić, zobaczysz kiedyś napewno jeszcze zaświeci słońce- po czym uśmiechnął się do mnie.
Ja nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam walizki, i powolnym krokiem poczłapałam pod drzwi. TEN gościu nie wiedział nic, nie wiedział że w moim życiu już dawno słońce zostało przysłonięte chmurami, które już nigdy go nie odsłonią, nie wiedział też że smutek to za mało by określić to co czuje.Znalazłam sie pod drzwiami, zapukać, czy uciec, co ja jej powiem? "Witaj babciu, byłam alkoholiczką, teraz chcę się zabić, więc przyjechałam do ciebie zeby tego nie zrobić"? Jaka ja jestem głupia i naiwna. Moja ręka zapukała, dlaczego? Może właściwie chciałam żeby to zrobiła, nie wiem, nie myślę. PUSTKA
Drzwi sie otworzyły, stała w nich starsza kobieta, niziutka, na jej twarzach było od ogroma zmarszczek, jej oczy duże wpatrywały się we mnie z zdziwieniem, nie miała pewnie pojęcia kim jestem, bowiem od czasu kiedy się wyprowadziliśmy mama nie odzywała się do babci, nie mieliśmy z nią żadnego kontaktu. MIała na sobie różowy fartuszek, z którego kieszonki wyjęła okulary, założyła je na nos, przyjżała mi się jeszcze raz i zapytała:
- Witaj kochanie, w czym moge ci pomóc?- uśmiechnęła się delikatnie. spojrzałam w jej oczy, takie same miała mama, rozpłakałam się na dobre, podeszlam i ją mocno przytuliłam, pierwszy raz od sama nie wiem ilu miesięcy, kogoś przytuliłam. Starsza pani nie odepchnęła mnie tylko także objęła, powiedziała również żebym wzięła walizki i weszła do środka.
Usiadłam an małej kanapie w salonie, babcia usiadła obok spojrzała na mnie ze zmartwieniem w oczach:
-KIm jesteś skarbie i co się stało?- postanowiłam na nia nie patrzeć, gdybym tylko zerkneła wiedzialam, ze od razu bym się popłakala i nic bym nie powiedziała
-Nazywam się Victoria Seean, i jestem tutaj dlatego że nie chcę już być sama.- mocno mnie przutuliła,Spojrzałam na nią nie płakała, była smutna ale nie płakała, dlaczego?
-Nie jest ci smutno?- spojrzała na mnie, i przytuliła mocniej
-Kochanie, jest mi smutno i to strasznie. Ale śmierć jest zapisana każdemu, niektórym wcześniej, innym później. Jedni chcą tego, inni nie. Takie jest życie, nie można naokragło się smucić, życie jest za krótkie, być może to ja za jakiś czas umrę, albo ty, i co? Umrzesz ze świadomością że cierpiałaś przez całe życie, zamiast chwytać z niego to co najlepsze. Ja i mama przez więkoszość życia byłyśmy pokłocone, cierpialaś przez to ty, i inne osoby. I widzisz? Ona umarła ze świadomością że już nigdy się nie pogodzimy, i że to wszystko nie było warte. A ja zostałam tutaj sama, i mam przez to cierpieć? Nie, wystarczy że pojednam się z nią poprzez modlitwę, i że wynagrodzę jej to poprzez opiekę nad tobą.- uśmiechnęła, się do mnie, MIała rację, zresztą jak zawsze, ale i tak to wszytsko było do dupy. To że przestanę cierpieć, nie sprawi że ludzie przestaną mnie ranić..
Starsza pani, już o nic nie o pytałą powiedziała żebym poszłą się rozpakować do swojego starego pokoju. Weszłam po schodach na górę, pokój w ktorym spędzałam swoje dzieiństwo znajdował się na samym końcu, powoli podeszłam do niego i otworzyłam. Weszłam niepewnie, czy coś się tutaj zmieniło? Nie wszystko było tak jak pamiętam. Mnóstwo szafek i półek na których znajdowały się zdjęcia, medale, puchary, pamiątki. Wielkie łóżko, z mnóstwem miśków, duuży miękki dywan, obok łóżka półka a na niej trzy zdjęcia:
Na pierwszym ja z babcią i dziadkiem, wtedy jeszcze żył, umarł rok po zrobieniu tego zdjęcia,
Na drugim ja i rodzice, wszyscy szczęśliwi, już dawno nie było tak idealnie jak wtedy,
A na trzecim ja i chłopiec. Miał brązowe włosy, urocze dołeczki i śliczne duże zielone oczy, nie pamiętałam jak się nazywał, ale w głębi wiedziałam że był on dla mnie kimś ważnym.
Dlaczego tak sądziłam? Na większosci zdjęć był właśnie on, on i ja.
Było także duże okno, wyjrzałam przez nie, no tak wielkie drzewo, na którym znajdował się domek, zrobiłam go razem z dziadkiem, albo z tatą ? Nieistotne, ważne że tu był, nadal. Wystarczyło wyjść przez okno, wdrapać się na odpowiednią gałąź i już było sie w domku. Uśmiechnęłam się na jego widok.. Czekaj ja się uśmiechnęłam? Dlaczego? ..
Ubrałam szybko mój czarny płaszcz, oczojebną czapkę z dużym bimbołem, moje glany i zeszłam na dół, na odchodne powiedziałam tylko:
-Wychodzę, nie wiem kiedy wrócę..- Babcia nie pytała o nic, rozumiała. Rozumiała że potrzebuje teraz być sama, przemyśleć to wszystko, zapomnieć..
Wyszłam przed dom, gdzie teraz się udać? Rozum podpowiadał skręć w prawo, serce w lewo. I pierwszy raz posłuchalam serca, które było głośniejsze. Wyszłam na chodnik i zderzyłam się z jakąś osobą, która mnie "zwaliła z nóg". Nie spojrzałam nawet na nią, tylko powiedziałam:
- Idąć tak szybko, możesz przeoczyć najistotniejsze rzeczy..
I powędrowałam dalej, słyszałam jednak że ta osoba zawróciła i szła teraz za mną, ale chyba bała się podejść bliżej, trzymała sie na dystans. I tak miało być, nie miałam najmniejszej ochoty teraz z kimkolwiek gadać, ale mimo to zatrzymałam się gwałtownie i odwróciłam się do tej osoby. Co ja robię? Jestem jakaś chora? Mózg, krzyczy IDZ, NIE WARTO. TO KOLEJNY CZŁOWIEK, KTÓRY CHCĘ CIĘ SKRZYWDZIĆ!"
Ale serce woła " ZAGADAJ, TO CI POMOŻE, URATUJE CIĘ"
Człowiek ten spojrzał się na mnie ze zdziwieniem a z moich ust wydobyły się słowa:
-Dlaczego, wciąż idziesz za mną? - jak się okazało chlopak, strasznie się speszył, a ja przeklinałam się w duchu dlaczego się odezwałam
-Eeeem, no bo.. eeey, chciałem sprawdzić co robiłaś u pani Marwin, widziałem jak od niej wychodziłaś.- a więc, to tak myślał że jestem jakąś złodziejką, albo jeszcze gorzej.
-Dla twojej wiadomości pani Marwin, to moja babcia baranie, a teraz odsuń się bo chcę przejść.- spojrzałam na niego przelotnie i zobaczyłam że SMIEJE SIĘ? On sie zwyczajnie śmiał, zezłościłam sie jeszcze bardziej, i szybkim krokiem poszłam do domu. Niee miałam ochoty na kolację, nie miałam ochoty na nic. Teraz w głowie miałam tylko JEGO.
Te jego czekoladowe oczy i łobuzerski uśmiech. KIM ON WŁASCIWIE BYŁ? CZEGO CHCIAŁ? CZEMU SIE ŚMIAŁ? DLACZEGO TAK MNIE BARDZO ZAINTERESOWAŁ?
" Życie często płata nam figle, wyznacza różne drogi, ale to od nas zależy którą drogę wybierzemy"
Cześć, dzisiaj mam ważną sprawę, bowiem chcę aby posty były dodawane regularnie, abyście zawsze wiedziały kiedy post będzie wstawiony.
Także chcę abyście to wy wybrały dni w którym bedę publikować rozdziały i od was zalezy również czy chcecie raz czy może dwa razy w tygodniu. Zostawiam to w waszych ręcach. :* !
Zaguubiona.
.
.
.
.
.
Obudziłam się, dzisiaj kolejny raz bez jakiegokolwiek snu, czy to oznacza że źle zrobiłam, że poszłam na to gówniane leczenie.? Prawdopodobnie tak, ale przynajmniej nie wydaje większości kasy na alko..
Wczoraj wykupiłam bilet, lot dzisiaj o godzinie 19, podobno wieczorem jest mniejszy ruch. To dobrze, bardzo dobrze, nie mam zamiaru oglądać twarzy ludzi, a jeszcze nadodatek z nimi gadać, niedoczekanie jakieś. Zawiodłam się na wszystkich, dlaczego.? Przecież byłam dla wszystkich, miła, uczyłam się w miare dobrze, ale jak zwykle to mnie musiało czekać nieszczęście. A przyjaciele.? Byli, ale jak tylko zrobiło się żle się zmyli.
Wstałam niechętnie, w głowie jak zwykle totalna pustka, nie mam żadnych myśli, marzeń, nie mówię. Dlaczego.? Nie chce, po prostu nie chcę, umieram i umrzeć nie moge. mimo ze chcę. tak bardzo tego pragnę, ale dam rade dzisiaj po 20 bedę w Londynie u babci, która mi pomoże, dzięki której wyjdę w końcu z tego całego bagna, ale jeżeli jej się nie uda?
Siedzę w salonie i wpatruje się w zegar jest godzina 18.50, o 19.00, ma przyjechać taxi, któe zabieerze mnie na lotnisko.Obok mnie dwie walizki, tyle musi starczyć, reszte rzeczy zostawiam tutaj. Dlaczego? Nie wiem może nadal wierze w to że kiedyś uda mi się wrócić, i będe żyła jak dawniej, albo może dlatego że ten cały dom, że te wszytskie rzeczy.. Prawde mówiąc tylko to mi zostało po rodzicach.
Sekundy, zmieniają się w minuty, minuty w godziny. Te dziesięć minut na które mam czekać za taksówkę zmienia się w całą wieczność. WYCHODZE. ZAMYKAM DRZWI. CZEKAM. CZEKAM., PODJEZDZA TAXI. OSTATNI RAZ SPOGLĄDAM NA DOM. PROBUJE SOBIE WYOBRAZIC ZE ONI TAM SĄ, ŻE WYSYŁAJĄ MNIE NA KRÓTKIE WAKACJE, WRÓCE ZA JAKIŚ CZAS I BĘDZIEMY ZNOWU RAZEM. PO POLICZKU SPŁYWA ŁZA. WYCIERAM JĄ. WSIADAM. ODJEŻDŻAM. BYĆ MOŻE JUŻ NA ZAWSZE.
.
.
.
Jestem już w samolocie, lecę. Lecę po szczęście, ale co jesli go tam nie znajdę, co jeśli zagubie się jeszcze bardziej, jeśli nie będe chciała dłużej czekać na anioła tylko sama go wezwę?...
Chciałabym myśleć inaczej, ale nie potrafię, jestem .. Właściwie kim ja jestem? KIedyś byłam po prostu Victorią Seean, póżniej zwyczajną alkoholiczką, a teraz? Zbłąkaną duszą? Nieobliczalną? Wariatką?
Jestem NIKIM.
Po locie który dłużył mi się w nieskończoność, znalazłam sie na zatłoczonej ulicy Londynu, już zapomniałam jak tu jest pięknie, jak to miasto tętni życiem, zupełnie tu nie pasuję, jestem pasożytem..
Złapałam taxówkę i podałam adres, taksówkarz o nic nie pytał, własnie tacy byli ludzie w Londynie. Nie zadawali zbędnych pytań, nie doszukiwali się prawdy, poprostu żyli własnym życiem. Za to juuż ich lubiłam, w Paryżu było inaczej, każdy chciał wiedzieć wszystko, dopytywał póki nie dowiedział się prawdy..
Po godzinej podróży byliśmy na miejsu, starszy facet, no może miał z 50 lat, wyjał z bagażnika moje walizki, a gdy mu płaciłam, powiedział:
-Jesteś naprawde sliczną dziewczyną, która zapewne dużo przeszła, nie ma co się smucić, zobaczysz kiedyś napewno jeszcze zaświeci słońce- po czym uśmiechnął się do mnie.
Ja nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam walizki, i powolnym krokiem poczłapałam pod drzwi. TEN gościu nie wiedział nic, nie wiedział że w moim życiu już dawno słońce zostało przysłonięte chmurami, które już nigdy go nie odsłonią, nie wiedział też że smutek to za mało by określić to co czuje.Znalazłam sie pod drzwiami, zapukać, czy uciec, co ja jej powiem? "Witaj babciu, byłam alkoholiczką, teraz chcę się zabić, więc przyjechałam do ciebie zeby tego nie zrobić"? Jaka ja jestem głupia i naiwna. Moja ręka zapukała, dlaczego? Może właściwie chciałam żeby to zrobiła, nie wiem, nie myślę. PUSTKA
Drzwi sie otworzyły, stała w nich starsza kobieta, niziutka, na jej twarzach było od ogroma zmarszczek, jej oczy duże wpatrywały się we mnie z zdziwieniem, nie miała pewnie pojęcia kim jestem, bowiem od czasu kiedy się wyprowadziliśmy mama nie odzywała się do babci, nie mieliśmy z nią żadnego kontaktu. MIała na sobie różowy fartuszek, z którego kieszonki wyjęła okulary, założyła je na nos, przyjżała mi się jeszcze raz i zapytała:
- Witaj kochanie, w czym moge ci pomóc?- uśmiechnęła się delikatnie. spojrzałam w jej oczy, takie same miała mama, rozpłakałam się na dobre, podeszlam i ją mocno przytuliłam, pierwszy raz od sama nie wiem ilu miesięcy, kogoś przytuliłam. Starsza pani nie odepchnęła mnie tylko także objęła, powiedziała również żebym wzięła walizki i weszła do środka.
Usiadłam an małej kanapie w salonie, babcia usiadła obok spojrzała na mnie ze zmartwieniem w oczach:
-KIm jesteś skarbie i co się stało?- postanowiłam na nia nie patrzeć, gdybym tylko zerkneła wiedzialam, ze od razu bym się popłakala i nic bym nie powiedziała
-Nazywam się Victoria Seean, i jestem tutaj dlatego że nie chcę już być sama.- mocno mnie przutuliła,Spojrzałam na nią nie płakała, była smutna ale nie płakała, dlaczego?
-Nie jest ci smutno?- spojrzała na mnie, i przytuliła mocniej
-Kochanie, jest mi smutno i to strasznie. Ale śmierć jest zapisana każdemu, niektórym wcześniej, innym później. Jedni chcą tego, inni nie. Takie jest życie, nie można naokragło się smucić, życie jest za krótkie, być może to ja za jakiś czas umrę, albo ty, i co? Umrzesz ze świadomością że cierpiałaś przez całe życie, zamiast chwytać z niego to co najlepsze. Ja i mama przez więkoszość życia byłyśmy pokłocone, cierpialaś przez to ty, i inne osoby. I widzisz? Ona umarła ze świadomością że już nigdy się nie pogodzimy, i że to wszystko nie było warte. A ja zostałam tutaj sama, i mam przez to cierpieć? Nie, wystarczy że pojednam się z nią poprzez modlitwę, i że wynagrodzę jej to poprzez opiekę nad tobą.- uśmiechnęła, się do mnie, MIała rację, zresztą jak zawsze, ale i tak to wszytsko było do dupy. To że przestanę cierpieć, nie sprawi że ludzie przestaną mnie ranić..
Starsza pani, już o nic nie o pytałą powiedziała żebym poszłą się rozpakować do swojego starego pokoju. Weszłam po schodach na górę, pokój w ktorym spędzałam swoje dzieiństwo znajdował się na samym końcu, powoli podeszłam do niego i otworzyłam. Weszłam niepewnie, czy coś się tutaj zmieniło? Nie wszystko było tak jak pamiętam. Mnóstwo szafek i półek na których znajdowały się zdjęcia, medale, puchary, pamiątki. Wielkie łóżko, z mnóstwem miśków, duuży miękki dywan, obok łóżka półka a na niej trzy zdjęcia:
Na pierwszym ja z babcią i dziadkiem, wtedy jeszcze żył, umarł rok po zrobieniu tego zdjęcia,
Na drugim ja i rodzice, wszyscy szczęśliwi, już dawno nie było tak idealnie jak wtedy,
A na trzecim ja i chłopiec. Miał brązowe włosy, urocze dołeczki i śliczne duże zielone oczy, nie pamiętałam jak się nazywał, ale w głębi wiedziałam że był on dla mnie kimś ważnym.
Dlaczego tak sądziłam? Na większosci zdjęć był właśnie on, on i ja.
Było także duże okno, wyjrzałam przez nie, no tak wielkie drzewo, na którym znajdował się domek, zrobiłam go razem z dziadkiem, albo z tatą ? Nieistotne, ważne że tu był, nadal. Wystarczyło wyjść przez okno, wdrapać się na odpowiednią gałąź i już było sie w domku. Uśmiechnęłam się na jego widok.. Czekaj ja się uśmiechnęłam? Dlaczego? ..
Ubrałam szybko mój czarny płaszcz, oczojebną czapkę z dużym bimbołem, moje glany i zeszłam na dół, na odchodne powiedziałam tylko:
-Wychodzę, nie wiem kiedy wrócę..- Babcia nie pytała o nic, rozumiała. Rozumiała że potrzebuje teraz być sama, przemyśleć to wszystko, zapomnieć..
Wyszłam przed dom, gdzie teraz się udać? Rozum podpowiadał skręć w prawo, serce w lewo. I pierwszy raz posłuchalam serca, które było głośniejsze. Wyszłam na chodnik i zderzyłam się z jakąś osobą, która mnie "zwaliła z nóg". Nie spojrzałam nawet na nią, tylko powiedziałam:
- Idąć tak szybko, możesz przeoczyć najistotniejsze rzeczy..
I powędrowałam dalej, słyszałam jednak że ta osoba zawróciła i szła teraz za mną, ale chyba bała się podejść bliżej, trzymała sie na dystans. I tak miało być, nie miałam najmniejszej ochoty teraz z kimkolwiek gadać, ale mimo to zatrzymałam się gwałtownie i odwróciłam się do tej osoby. Co ja robię? Jestem jakaś chora? Mózg, krzyczy IDZ, NIE WARTO. TO KOLEJNY CZŁOWIEK, KTÓRY CHCĘ CIĘ SKRZYWDZIĆ!"
Ale serce woła " ZAGADAJ, TO CI POMOŻE, URATUJE CIĘ"
Człowiek ten spojrzał się na mnie ze zdziwieniem a z moich ust wydobyły się słowa:
-Dlaczego, wciąż idziesz za mną? - jak się okazało chlopak, strasznie się speszył, a ja przeklinałam się w duchu dlaczego się odezwałam
-Eeeem, no bo.. eeey, chciałem sprawdzić co robiłaś u pani Marwin, widziałem jak od niej wychodziłaś.- a więc, to tak myślał że jestem jakąś złodziejką, albo jeszcze gorzej.
-Dla twojej wiadomości pani Marwin, to moja babcia baranie, a teraz odsuń się bo chcę przejść.- spojrzałam na niego przelotnie i zobaczyłam że SMIEJE SIĘ? On sie zwyczajnie śmiał, zezłościłam sie jeszcze bardziej, i szybkim krokiem poszłam do domu. Niee miałam ochoty na kolację, nie miałam ochoty na nic. Teraz w głowie miałam tylko JEGO.
Te jego czekoladowe oczy i łobuzerski uśmiech. KIM ON WŁASCIWIE BYŁ? CZEGO CHCIAŁ? CZEMU SIE ŚMIAŁ? DLACZEGO TAK MNIE BARDZO ZAINTERESOWAŁ?
" Życie często płata nam figle, wyznacza różne drogi, ale to od nas zależy którą drogę wybierzemy"
Cześć, dzisiaj mam ważną sprawę, bowiem chcę aby posty były dodawane regularnie, abyście zawsze wiedziały kiedy post będzie wstawiony.
Także chcę abyście to wy wybrały dni w którym bedę publikować rozdziały i od was zalezy również czy chcecie raz czy może dwa razy w tygodniu. Zostawiam to w waszych ręcach. :* !
Zaguubiona.
poniedziałek, 5 maja 2014
Nadzieja
" Po raz kolejny przemierzam ten okropny, ciemny las. Biegne, lecz tym razem nie ma nikogo kogogo miałabym gonić, przed kim miałabym uciekac, czy też kogoś kto miałby mnie uratować. Teraz biegłam, dlatego że chciałam stąd uciec. Nie było to jednak łatwe, las ciągnął się w nieskonczoność,a ja miałam słabą orientacje w terenie. W tem niewiadomo skąd pojawia się postać z wielkimi skrzydłami:
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz .?- zapytałam przerażona, lecz "to coś" się jeszcze bardziej zbliżyło i usmiechnęło szeroko:
--Zabrać cię do lepszego świata, pomoge ci- po czym wyciągnęło w mym kierunku dłoń, bez wahania ją złapałam i znalazłam się w lepszym świecie, z nimi.."
Pierwszy raz od bardzo dawna nie śnił mi się koszmar, byłam z tego niezmiernie rada. Przeciągnęłam się zadowolona i spojrzałam na zegarek, o kurwa za dwie godziny musimy wyjechać z domu, a ja jeszcze śpie. Szybko wyskoczyłam z łóżka,i zbiegłam po schodach w poszukiwaniu babci, miałam nadzieje że to wszystko to nie był kolejny beznadziejny sen. Lecz przemierzyłam salon, kuchnie, a jej nigdzie nie było. Po moich policzkach zaczęły spływać strugi łez, czułam się tak jakby Bóg bawił się ze mną w jakąś grę, w którą nie miałam prawa wygrać. Kompletnie wykończona psychicznie opadłam na kanape, podciągnęłam kolana pod brodę i kontynuowałam płakanie. Byłam już na skraju wykończenia nerwowego, miałam dość wszystkiego, moje życie jest całkowicie do dupy. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam całe mnóstwa pustych puszek butelek po alkoholach, czyli to wszystko było moim wymysłem. Tak naprawdę babci tutaj nigdy nie było, nie przyjechała by mnie zabrać, by mnie uratować, tak naprawdę nigdy się nie uśmiechnęłam...
Nie mogę tak dłużej żyć, nie mogę się stoczyć już na dobre, muszę się pozbierać, muszę.. Tylko jak...?
Minęło trochę czasu, dla mnie to cała wieczność a tak naprawdę to dopiero dwa dni bez mojego "skarbu". Suszy mnie cholernie, z każdą godziną, minutą jest coraz gorzej, boję się, tak strasznie się boję, zę się poddam i znowu zatopie swe smutki w NIEJ.. Siedzę wciśnięta w fotel i mysle. Myśle o tym ile jeszcze czasu mi zostało, ile czasu będę jeszcze sobą, ile jeszcze pozostało do tego czego tak bardzo się boję. JA na fotelu, ONA na stoliku przede mną, śmieje się ze mnie, wiem o tym doskonale. Cieszy się że nie jestem wystarczające silna, i że niedługo się poddam, a ONA jak zwykle wygra, JA już tak nie chcę, ale... Żeby to było takie proste, wszystko się zlewa, już nie panuję nad sobą, teraz ONA tu rządzi, WYGRAŁA ......
ZNOWU.
.
.
.
.
.
Wracam, powróciłam, leże na podłodze. W głowie totalna pustka, i ten ból, nie do zniesienia, niby już tak dobrze go znam, ale nadal nie potrafie się przyzwyczaić. Wstaje powoli, mam zawroty głowy, spoglądam na stolik, tym razem się nie śmieje jest spokojna, całe szczęście bo ja już mam jej dość, chcę od niej uciec, tak bardzo tego chcę..
Szybko poszłam do łazienki i wzięłam kąpiel, długą, relaksującą, póżniej szybko się przebrałam i spakowałam. Muszę uciec i to szybko, już teraz, to jest ten moment, jestem dość silna, wiem że dam radę, a przynajmniej dam radę do tego czasu aż będę na miejscu, daleko stąd, jak najdalej...
Tym razem ONA nie wygra, nie pozwole..
Chwilę później jestem tutaj w ośrodku dla osób uzależnionych, mam nadzieje że mi się uda, że w końcu będe wolna od NIEJ, a moi kochani rodzice będą ze mnie dumni, musze zrobić to przede wszystkim dla nich, tak strasznie ich kocham i tak strasznie tęsknie, za NIĄ także.
.
.
.
.
.
Tydzień mija, w głowie pustka, nie myslę, nie umiem. Jestem sama, mimo że jestem wśród ludzi. Z jednej strony chce tu być, a z drugiej uciec jak najdalej stąd. Ale nie chcę już uciec od NIEJ, chce uciec do dawnego życia, albo jeszcze lepiej do nich. Co noc czekam na anioła, który zabierze mnie do lepszego świata, lecz on się nie pojawia. Sny również zniknęły. Nie mam już nic, PUSTKA..
Kiedyś zadawałam pytanie: "Jak długo będę jeszcze sobą?" Teraz zadaje takie : "Kiedy znowu choć na chwilę bedę sobą?"
.
.
.
.
Być może tak własnie miało być, być może miałam zrozumieć na czym polega prawdziwe życie. Zmierzyć się z prawdziwym światem, z rzeczywistością..
Chociaż tak naprawde mnie to ni chuja obchodzi, mam to wszystko w dupie, ci wszyscy ludzie są jacyś chorzy, nienawidze ich wszystkich, nienawidze każdego człowieka na ziemi, mam już dość, nie odzywałam się do nikogo przez dwa miesiące, aż tyle czasu tu zmarnowałam, i po co.? Po cholere, tyle cierpiałam, może i wyleczyłam się od NIEJ, ale dlaczego.? Przecież nikt ode mnie tego nie wymagał, nikogo nie obchodzę, każdy ma mnie w dupie, zresztą ja ich także. Umieram, powoli, cierpiąc.. Wyjeżdżam, do Londynu, do babci, która miała byc moim aniołem, a tak naprawdę, nawet do mnie nie zadzwoniła, ale to nic. Mam tylko ją, tylką ją kocham, i wiem że tylko ona mnie zrozumie, moja kochana babcia, moja jedyna nadzieja...
Gdy zycie smutnym jest westchnieniem
kiedy marzenia jak źródło wyczerpane,
gdy uśmiech boleści jest cieniem
słowo NADZIEJA pustym sloganem
cóź wtedy czynić z oczami jak woda.?
Jak leczyć serce krwawiące.?
Czy wierzyć jeszcze, czy szepnąć szkoda.?
Czy martwym być na słonca promienie..?
Nie wiem..
Proszę tutaj macie kolejny rozdział, mam nadzieje że się wam spodoba.
Mam nadzieję że pod dzisiejszym postem znajdą się jakieś komentarze, chciałabym dowiedzieć się co o nim sądzicie :* !
Aaaa jeżeli chodzi kontakt ze mną, w sprawie opowiadanie czy czegokolwiek zapraszam na aska:
ask.fm/jeeeeeebs
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz .?- zapytałam przerażona, lecz "to coś" się jeszcze bardziej zbliżyło i usmiechnęło szeroko:
--Zabrać cię do lepszego świata, pomoge ci- po czym wyciągnęło w mym kierunku dłoń, bez wahania ją złapałam i znalazłam się w lepszym świecie, z nimi.."
Pierwszy raz od bardzo dawna nie śnił mi się koszmar, byłam z tego niezmiernie rada. Przeciągnęłam się zadowolona i spojrzałam na zegarek, o kurwa za dwie godziny musimy wyjechać z domu, a ja jeszcze śpie. Szybko wyskoczyłam z łóżka,i zbiegłam po schodach w poszukiwaniu babci, miałam nadzieje że to wszystko to nie był kolejny beznadziejny sen. Lecz przemierzyłam salon, kuchnie, a jej nigdzie nie było. Po moich policzkach zaczęły spływać strugi łez, czułam się tak jakby Bóg bawił się ze mną w jakąś grę, w którą nie miałam prawa wygrać. Kompletnie wykończona psychicznie opadłam na kanape, podciągnęłam kolana pod brodę i kontynuowałam płakanie. Byłam już na skraju wykończenia nerwowego, miałam dość wszystkiego, moje życie jest całkowicie do dupy. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam całe mnóstwa pustych puszek butelek po alkoholach, czyli to wszystko było moim wymysłem. Tak naprawdę babci tutaj nigdy nie było, nie przyjechała by mnie zabrać, by mnie uratować, tak naprawdę nigdy się nie uśmiechnęłam...
Nie mogę tak dłużej żyć, nie mogę się stoczyć już na dobre, muszę się pozbierać, muszę.. Tylko jak...?
Minęło trochę czasu, dla mnie to cała wieczność a tak naprawdę to dopiero dwa dni bez mojego "skarbu". Suszy mnie cholernie, z każdą godziną, minutą jest coraz gorzej, boję się, tak strasznie się boję, zę się poddam i znowu zatopie swe smutki w NIEJ.. Siedzę wciśnięta w fotel i mysle. Myśle o tym ile jeszcze czasu mi zostało, ile czasu będę jeszcze sobą, ile jeszcze pozostało do tego czego tak bardzo się boję. JA na fotelu, ONA na stoliku przede mną, śmieje się ze mnie, wiem o tym doskonale. Cieszy się że nie jestem wystarczające silna, i że niedługo się poddam, a ONA jak zwykle wygra, JA już tak nie chcę, ale... Żeby to było takie proste, wszystko się zlewa, już nie panuję nad sobą, teraz ONA tu rządzi, WYGRAŁA ......
ZNOWU.
.
.
.
.
.
Wracam, powróciłam, leże na podłodze. W głowie totalna pustka, i ten ból, nie do zniesienia, niby już tak dobrze go znam, ale nadal nie potrafie się przyzwyczaić. Wstaje powoli, mam zawroty głowy, spoglądam na stolik, tym razem się nie śmieje jest spokojna, całe szczęście bo ja już mam jej dość, chcę od niej uciec, tak bardzo tego chcę..
Szybko poszłam do łazienki i wzięłam kąpiel, długą, relaksującą, póżniej szybko się przebrałam i spakowałam. Muszę uciec i to szybko, już teraz, to jest ten moment, jestem dość silna, wiem że dam radę, a przynajmniej dam radę do tego czasu aż będę na miejscu, daleko stąd, jak najdalej...
Tym razem ONA nie wygra, nie pozwole..
Chwilę później jestem tutaj w ośrodku dla osób uzależnionych, mam nadzieje że mi się uda, że w końcu będe wolna od NIEJ, a moi kochani rodzice będą ze mnie dumni, musze zrobić to przede wszystkim dla nich, tak strasznie ich kocham i tak strasznie tęsknie, za NIĄ także.
.
.
.
.
.
Tydzień mija, w głowie pustka, nie myslę, nie umiem. Jestem sama, mimo że jestem wśród ludzi. Z jednej strony chce tu być, a z drugiej uciec jak najdalej stąd. Ale nie chcę już uciec od NIEJ, chce uciec do dawnego życia, albo jeszcze lepiej do nich. Co noc czekam na anioła, który zabierze mnie do lepszego świata, lecz on się nie pojawia. Sny również zniknęły. Nie mam już nic, PUSTKA..
Kiedyś zadawałam pytanie: "Jak długo będę jeszcze sobą?" Teraz zadaje takie : "Kiedy znowu choć na chwilę bedę sobą?"
.
.
.
.
Być może tak własnie miało być, być może miałam zrozumieć na czym polega prawdziwe życie. Zmierzyć się z prawdziwym światem, z rzeczywistością..
Chociaż tak naprawde mnie to ni chuja obchodzi, mam to wszystko w dupie, ci wszyscy ludzie są jacyś chorzy, nienawidze ich wszystkich, nienawidze każdego człowieka na ziemi, mam już dość, nie odzywałam się do nikogo przez dwa miesiące, aż tyle czasu tu zmarnowałam, i po co.? Po cholere, tyle cierpiałam, może i wyleczyłam się od NIEJ, ale dlaczego.? Przecież nikt ode mnie tego nie wymagał, nikogo nie obchodzę, każdy ma mnie w dupie, zresztą ja ich także. Umieram, powoli, cierpiąc.. Wyjeżdżam, do Londynu, do babci, która miała byc moim aniołem, a tak naprawdę, nawet do mnie nie zadzwoniła, ale to nic. Mam tylko ją, tylką ją kocham, i wiem że tylko ona mnie zrozumie, moja kochana babcia, moja jedyna nadzieja...
Gdy zycie smutnym jest westchnieniem
kiedy marzenia jak źródło wyczerpane,
gdy uśmiech boleści jest cieniem
słowo NADZIEJA pustym sloganem
cóź wtedy czynić z oczami jak woda.?
Jak leczyć serce krwawiące.?
Czy wierzyć jeszcze, czy szepnąć szkoda.?
Czy martwym być na słonca promienie..?
Nie wiem..
Proszę tutaj macie kolejny rozdział, mam nadzieje że się wam spodoba.
Mam nadzieję że pod dzisiejszym postem znajdą się jakieś komentarze, chciałabym dowiedzieć się co o nim sądzicie :* !
Aaaa jeżeli chodzi kontakt ze mną, w sprawie opowiadanie czy czegokolwiek zapraszam na aska:
ask.fm/jeeeeeebs
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)