poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ALUZJA

... biegnę przez las, ciągnie się w nieskończoność. ,tym razem  nie uciekam lecz sama gonię. Przede mną biegnie para ludzi, kobieta i mężczyzna. Przyspieszam, ludzie ci nie mają już sił, a ja w końcu ich doganiam. Okazuje się że ta para to rodzice, są przerażeni, a po chwili się odzywają:
- Czy możesz nas w końcu zostawić? Nie rozumiesz, my cię nie chcemy.
Stanęłam jak wryta,  a oni mi się w tym czasie wyrwali, nie miałam już sił ich gonić, tym samym zostając w tym ogromnym lesie..
Już na zawsze całkiem sama..

Obudziłam się jak zwykle cała mokra, byłam bardzo zdziwiona, dlaczego tym razem sen był taki, być może rodzice naprawde mieli już mnie dośc..
Zeszłam w pidżamach do salonu i wyciągnęłam jedną butelke wódki, następnie zasiadłam przed telewizorem i powtórzyłam czynność z wczoraj. Wzięłam pilot do ręki i wcisnęłam przycisk play, znowu mogłam ich mieć przy sobie. Przez cały dzień wypiłam dwie wódki i pięć piw. Byłam naprawde wcięta, ale nie obchodziło mnie to, już nic mnie nie obchodziło..
Następnego dnia robiłam to samo, kolejnego również i jeszcze następnego także, tak minął mi cały miesiąc, a ja bez butelki wódki dziennie nie mogłam wytrzymać. Szkołe rzuciłam w cholere, mimo że od miesiąca nigdzie się nie pojawiłam  nikt się nie odezwał, nikt sie nie zainteresował co się ze mną dzieje.Zupełnie jakbym przestała istnieć.. ( byłam pełnoletnia, myślę że to wszystko wyjasnia..)
Po miesiącu moje zapasy alkoholu niestety się skończyły, więc musiałam wyjść i je zakupić. Założyłam jakiś dres włosy niechlujnie związałam i wyszłam. Początkowo światło słoneczne strasznie mnie raziło, nie mogłam się przyzwyczaić do jasności, w końcu ostatni czas spędzałam w zupełnych ciemnościach. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, nie rozumieli,zresztą oni nigdy niczego nie rozumieją...
Weszłam do sklepu i kupiłam dwadzieścia butelek wódki i pięć czteropaków, gdy wracałam do domu spotkałam Louize, "przyjaciółkę", gdy mnie zobaczyła otworzyła buzie ze zdziwienia:
-Victoria.? Jak ja cię dawno nie widziałam..- powiedziała jak gdyby nigdy nic się nie stało.
-No co ty nie powiesz...-odpowiedziałam z grymasem na twarzy, myslałam że już sobie pójdzie, ale ona nadal stała  i uporczywie się we mnie wpatrywała. Ja natomiast się strasznie niecierpliwiłam, mój głód alkoholowy był nie do wytrzymania.:
-Emm, co ty masz w torbach.?- zapytała ciekawa, no kurwa ślepa była czy co.?
-Nie widzisz, czy co.? Sorry ale moi przyjaciele się niecierpliwią.-powiedziałam i już chciałam ją wyminąć gdy ta złapała mnie za nadgarstek, spojrzałam na nią pytająco:
-Vicki, co się z tobą dzieje,? Strasznie się zmieniłaś, i co to za przyjaciele, co..?-zapytała, a we mnie aż się zagotowało:
-Ze mną,? Co się z tobą dzieje,? Gdy ja najbardziej cię potrzebowałam ty mnie zostawiłaś, kompletnie o mnie zapomniałaś, i ty jeszcze śmiesz mi mówić że to ja  się zmieniłam..
-A jednak to ty znalazłaś sobie nowyh przyjaciół..-powiedziała wściekła, a ja wyciągnęłam z torby wódke i piwo:
-Louiza,  oto moi nowi przyjaciele, jedyni którzy najlepiej mnie rozumieją, a teraz przepraszam cię ale mamy plany.- powiedziałam szczerząc się jak głupia, nic mnie tak nie cieszyło jak myśl zalania się w trupa, teraz liczyło sie tylko to, nic innego nie miało znaczenia.
-Vicki kim ty jesteś..?- powiedziała przez łzy i pobiegła przed siebie, ja jedynie prychnęłam pod nosem i powróciłam do mojego codziennego zajęcia.
...
I tak mijały kolejne dni, wcześniej gdy Louiza zadała mi pytanie kim jestem, nie umiałam jej odpowiedzieć, teraz już wiedziałam. Byłam alkoholiczką, zaczęło się tak niewinnie, a teraz nie umiałam przestać, jeden dzień bez trunku i już wariuje,..
Potrzebuje bliskości, potrzebuje kogoś kto mógłby mnie przytulić, pocieszyć, a przede wszystkim kogoś kto pomógłby mi wyjść z tego bagna w które weszłam..
Gdy jak codzień siedziałam już dość mocno wypita wpatrując się w ekran telewizora na którym widniały szczęśliwe twarze moich rodziców, usłyszałam dzwonek. Tak ktoś dzwonił do drzwi,i to do moich drzwi, tak dawno nie miałam przyjemności słyszeć tego dźwięku, byłam jak w transie, szczerzyłam się sama do siebie napawając się tym odgłosem, dopiero po chwili zdałam sobie sprawę że powinnam otworzyć. Chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz i otworzyłam je, jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam w nich staruszkę, z uroczymi zmarszczkami:
-Babcia.!-powiedziałam przez łzy i wtuliłam się w nią jak najmocniej mogłam,odsunęła się powoli ode mnie :
-Jak się trzymasz skarbie.?-zapytała i weszła do środka oglądając mieszkanie, ja zamknęłam drzwi i podążyłam za nią, weszła do salonu, no kurde a nie mogła iść do kuchni.? W pomieszczeniu tym znajdowały się same butelki i puszki, było ich naprawde sporawo, spojrzało na mnie pytająco:
-Tsa.. Jak widać, nie jest zbyt dobrze.. Nie radze sobie z tym wszystkim, to miejsce mnie przytłacza.- powiedziałam i opadłam na mój "ukochany" fotel, babcia natomiast usadowiła się na kanapie:
-A co z tym.?- powiedziała  załamującym się głosem po czym wskazała puste butelki walające się po całym mieszkaniu:
-Jak widzisz babciu twoja wnuczka stała się alkoholiczką, nie da się już tego zmienić, widocznie tak musiało być..-powiedziałam, a po moich polikach spłynęło sporawo słonych łez:
-Kochanie, ja po śmierci dziadka też nie mogłam się pozbierać, ale w końcu mi sie udało, nauczyłam się że ludzie po prostu odchodzą, tak już jest, ale nic się nie dzieje bez powodu, widocznie Bóg zapisał ci inną historie, dziecko ja tez bardzo przeżyłam śmierć twojej mamy i taty, ale nie poddałam się tak jak ty..
Nie słyszałam co mówiła dalej, gdyż zasnęłam, nie przez zmęczenie, tylko przez zawartość alkoholu w mojej krwi. Nie wiem ile spałam czy były to dwie godziny czy pięć, ale gdy otworzyłam oczy bardzo się zdziwiłam nie było nawet śladu po puszkach czy butelkach, było czysto. Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę, moje "zapasy" także zniknęły, no i co ja mam niby pić..? Chodziłam po mieszkaniu i szukałam moich "skarbów", lecz jak do tej pory nie szło mi to za dobrze. Jakby zapadły się pod ziemie.. Widocznie Bóg zesłał mi dobrego anioła, który ma mi pomóc  się z tym wszystkim uporać. Zeszłam do salonu usiadłam na kanapie i po prostu czekałam, czekałam i czekałam.. Na co.? Sama nie wiem, może na to aż mój anioł wróci, albo jak wrócę sama ja, wstałam i pierwszy raz od dawna spojrzałam w lustro, to co zobaczyłam mnie przeraziło, włosy potargane we wszystkie  możliwe strony, stary poplamiony dres i okropna twarz, gdybym zobaczyła taką osobę na ulicy trzymałabym się od niej jak najdalej. postanowiłam coś ze sobą zrobić. Weszłam do łazienki i wzięłam zimny prysznic, o tak tego było mi trzeba, następnie wysuszyłam moje długie kasztanowe falowane włosy i przebrałam się w dżinsy oraz luźny top. Gdy zeszłam na dół czekała na mnie ona, gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła, ja jednak nie mogłam, nie umiałam.Zeszłam na dół i mocno się w nią wtuliłam ona natomiast wyjęła z torby białą kopertę i mi ją wręczyła, ja spojrzałam na nią pytająco, a ona jedynie wskazała mi żebym otworzyła. Długo się wahałam, jednak po pewnym czasie zrobiłam to i wyjęłam .. bilet.?..
-Bilet do Londynu, do domu. Wracasz i zamieszkasz ze mną, zobaczysz będzie fajnie..
-Nie wiem czy to dobry pomysł ja..-spojrzałam na babcie której mina wskazywała że nawet gdybym odmówiła to i tak bym musiała lecieć,- No, niech już będzie.
Staruszko uśmiechnęła się lekko, przez co jej zmarszczki wydały się jeszcze większe. A następnie udała się do kuchni, ja poczłapałam za nią, dopiero teraz zauważyłam że była na zakupach, gdy wszystko już rozpakowała, zapytała:
-Więc co byś zjadła.?- spojrzałam na nią ze zdziwieniem:
-emm, nie wiem zazwyczaj zjadam kiszone ogórki jako zagryzkę-przyznałam zawstydzona, ona tylko pokręciła głową z niedowierzaniem i zaczęła coś prychcić. Ja w tym czasie postanowiłam się spakować, bo z biletu wychodziło że wylatujemy jutro z samego rana. Miałam trzy walizki, w które zapakowałam moje dotychczasowe życie, całe osiemnaście lat..
Gdy męczyłam się już z ostatnim zamkiem, usłyszałam z dołu:
-Kochanie, upiekłam twoje ulubione ciasto, szarlotkę, choć szybko bo gorąca jest najlepsza.- po tych słowach pierwszy raz od dawna  się uśmiechnęłam, no może nie był to uśmiech ale moje kąciki lekko drgnęły, a to już było coś. Może ten wyjazd to dobry pomysł, może najwyższy czas zacząć żyć od nowa..

" Gdy kończy się jeden rozdział nie zamykaj książki, tylko zacznij kolejny.."







Liczę na wasze komentarze, to one motywują najbardziej, do dalszego działania. <3
Jeżeli zobaczę że się podoba, kolejny rozdział JUŻ JUTRO !

wtorek, 18 marca 2014

SAMA

Biegne cały czas przed siebie, jednak las ciągnie się w nieskończoność, wołam pomocy lecz nikt nie słyszy. Nikogo nie ma, wszyscy odwrócili się gdy zaczęły się problemy, a ona jest coraz bliżej, dogania mnie.
Przyspieszam, lecz tamta także przyspiesza, wrzeszcze jeszcze raz i błagam o ratunek. Pojawia się chłopak, początkowo nie mam pojęcia kto to, widzę jedynie bujne loki na całej głowie. Widzimy już ulicę, jeszcze parę kroków a nam sie uda.. Lecz przeciwnik był szybszy, złapał mnie jak i jego. Zaprowadził do ciemnego pokoju, po chwili ciszy usłyszałam:
-Ktoś chętny jako pierwszy.?- zapytała swoim okropnym głosem
Rozbłysły światła i zobaczyłam jej twarz, a raczej naszą twarz, twarz okrótnej, bezlitosnej Victorii. Trzymała pistolet, podeszła bliżej  mnie i powiedziała:
-A teraz patrz suko jak twoje szczęście znika- przyłożyła lufę do głowy chłopaka, ten obrócił się do mnie, rozpoznałam go,wszędzie bym rozpoznała te śliczne zielone oczy, pistolet wystrzelił....

...
Obudziłam się cała mokra, mimo że sny pojawiały sie codziennie nie potrafiłam się do nich przyzwyczaić, a najbardziej przerażał mnie koniec, który zawsze był taki sam...
Spojrzałam na zegarek : 7.30. Kurcze trzeba byłoby już wstać... Ospale i niechętnie zwlekłam się z łóżka, no ale kto chętnie wstaje do szkoły.? Stanęłam przed szafą, i jak codzień ten sam problem :
W co ja mam się ubrac..?! Nie miałam zbyt wiele czasu więc szybko wybrałam byle co, były to krótkie dżinsowe spodenki i śliczny cienki sweterek w paski ,  do tego czarne vansy. Włosy rozpuściłam i lekko się umalowałam. Po skończeniu porannych czyności, zeszłam na dół do kuchni, jak zwykle nikogo nie było, na lodówce tym razem jednak była przyczepiona karteczka: " Vicki, wyjeżdżamy na delegacje do Berlina, wrócimy za dwa tygodnie.Obieujemy że to już ostatni raz, później każdą wolną chwile bedziemy spędzać razem, kochamy cię -rodzice. Chata przez dwa tygodnie wolna i co ja przez ten czas mam robić,oni nie rozumieją że mi jedynie do szcześcia sa potrzebni ONI, a nie te pieprzone pieniądze. . Spojrzałam na zegarek- 7.55, kurwa nie no teraz to napewno się spóźnię. Szybko złapałam klucze, zamknełam drzwi i czym prędzej pobiegłam do szkoły. Nie miałam aż tak znowu daleko, ale blisko też nie. Biegłam najszybciej jak umiałam, no i jak mi na to pozwalał ruch drogowy. Po jakimś czasie podbiegłam pod sporawy budynek w kolorze okropnej zgniłej zieleni, juz na sam widok tego koloru niedobrze się robiło i cały dobry chumor pryskał niczym bańka mydlana. Weszłam do budynku, spojrzałam na zegarek - 8.10, z torby wyjęłam plan lekcji, nie no pierwsza godzina z wychowacą jestem już martwa..
Podeszłam pod klasę i cicho zapukałam, modliłam się aby nie usłyszeć proszę, niestety słowo zostało wypowiedziane, a ja musiałam wejść do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i jak się okazało nauczycielki nie było. Usiadłam obok przyjaciółki( tak mam przyjaciółkę, jedyną, zaufałąm jej, mimo to każdego dnia boje się że zrobiłam źle, ale warto miec taką osobą przy sobie, uwierzcie warto):
- A gdzie Hitler.?-zapytałam ze zdziwieniem, bo kto jak kto ale ta nauczycielka nigdy się nie spóźniała
-Podobno jacyś ważni goście do naszej szkoły przyjechali, być może to Barack Obama z rodziną..- spojrzałam na nią z jeszcze większym zdziwniem- No co.? Ten gość naprawdę jest fajny.
Moje przemyślania przerwała mrs, Hitler, która weszła do klasy swoim kaczym krokiem, zasiadła swoim tłustym tyłkiem na siedzeniu i  zaczęła swoimi krowimi oczyma kogoś szukać, modliłam sie obym to tylko ja nie była tą poszukiwaną, ale niestety jej wzrok zatrzymał sie na mnie, a pod jej wąsami zagościł chytry uśmiech:
-Pani Seean, dyrektor panią wzywa do swojego gabinetu,- przełknęłam głośno ślinę, kurczę czego on odemnie chcę, dopiero zaczął się tydzień i jeszcze nie zdążyłam nic złego zrobić. wstałam ze swojego miejsca i wyszłam z klasy, z jednej strony cieszyłam się że minie mi lekcja, a z drugiej strasznie się bałam..Szłam najwolniej jak potrawiłam, mimo mojego powolnego kroku, po jakimś czasie doszłam, zapukałam i po chwili weszłam. Na krześle siedział, miły starszy pan, byłam jego częstym gościem,i muszę przyznać że go polubiłam, ( no dobra, ja nie lubię nikogo, ale on miał w sobie to coś, sama nie wie, jestem głuupia...) nie był taki zrzędliwy jak moja wychowawczyni a przedewszystkim umiał słuchać, natomiast na przeciwko niego siedziały  dwie kobiety. Już po wyglądzie mogłam stwierdzić że do miłych to one nie należały. Dyrektor na mój widok uśmiechnął się lekko i kazał usiąść na krześle obok  niego. Po paru minutach niezręcznej ciszy, odezwała się jedna z kobiet:
-Witaj Victorio, przyjechałyśmy do ciebie z bardzo ważnymi wiadomościami, ale muszę przyznać że nie będą one dobre- spojrzała mi prosto w oczy a po chwili powiedziała- twoi rodzice mieli bardzo poważny wypadek...
-W którym szpitalu leżą, muszę zaraz do nich jjjechać, bbo..-wstałam z miejsca i popatrzałam na otaczających mnie ludzi wszyscy siedzieli ze spuszczonymi głowami, usiadłam- Czy onni...?- nikt sie nie odzywał, więc wybuchłam- Czy może ktoś mi do cholery wytłumaczyć co się stało.? Co jest z moimi rodzicami.? I kiedy będe mogła ich odwiedzić.?
Jedna z kobiet spojrzała na mnie:
-Vicktoria, ty już ich nie zobaczysz, ten wypadek był naprawdę poważny, ich samochód wpadł w poślizg- zaczęłam coraz bardziej płakać- wpadli pod tira, który ich samochód zamienił w kupę złomu, i chyba wiesz co bylo dalej.. Twoi rodzice  nie mieli szans.
-Jasne, jasne.. Tak wkręcajcie mnie dalej. Zaraz do nich zadzwonie i wszystko się wyjaśni.- wyciągnęłam telefon i wybrałam numer mamy, nieosiągalny, no to pewnie przypadek, wykręciłam numer taty, pierwszy sygnał, drugi, trzeci, nie to nie możliwe. Popatrzałam na otaczających mnie ludzi, nikt się już nie odezwał, to oznaczało że to wszystko to jednak prawda..  Ale przeciez ja mam tylko ich, przy nich czuję się bezpieczna, tylko dizęki nim nie pojawiają się transy, jak ja teraz sobie poradzę? Oni nie wiedzą że jestem chora, nikt nie wie, bo właściwie nikt nie wie co mi jest..Wstałam z krzesła i niczym martwa wydostałam się z tego "pokoju grozy". Po moich policzkach spływały strugi łez, które wyraźnie w mojej twarzy ryły rowy..  Niczym zombi weszłam do klasy, bez pukania, bez jakiegokolwiek przepraszam, nie obchodziły mnie krzyki mrs. Kaczki, nie obchodziły mnie pytania przyjaciółki, ani ciekawskie spojrzenia innych, już nic się nie liczyło.. Wzięłam torbę z rzeczami i wyszłam z klasy, a póżniej z tego okropnego budynku. I nadal w stanie truposza podążyłam do rodzinnego domu a teraz raczej do mojego domu...
Po dwugodzinnym siedzeniu na kanapie i zmarnowaniu tony chusteczek postanowiłam się czymś zająć, zeszłam na dół do piwnicy i przyniosłam karton wypełniony starymi kasetami poczynając na tytule " Ślub i wesele państwa Seean", kończąc na "Osiemnastka Vicki". Patrząc na te tytuły nie trudno było się uśmiechnąć, uśmiechnąć przez potok łez, które cisły się do oczu powodując coraz większy ból w sercu. I oto tak miał minąć cały tydzień aż do pogrzebu. Ja, chusteczki i oni..
Przez ten cały tydzień nikt mnie nie odwiedził, nikt nie zadzwonił, nawet nie wysłał smsa, ale to nic. Jestem już przyzwyczajona że ludzie gdy pojawiają się problemy odchodzą. Nie zlicze tych fałszywych twarzy którzy podszywali się pod miano przyjaciół a później pod byle predekstem się zmywali. A ja głupia nadal im wierzyłam, nadal wierzyłam tym okropnym, bez serca kreaturom.. 
Dzisiaj pogrzeb, tak bardzo chciałam aby ten dzień nie nadszedł. Ubrałam rurki, koszule i szpilki,oczywiście wszystko czarne .Włosy spiełam w ciasnego koczka.Zeszłam na dół do kuchni, nienawidziłam tego miejsca, tyle wspomnień, niegdyś tyle się tu działo. Teraz zostałam tylko  ja i ten ogromny dom. ..
Wyszłam z domu i wsiadłam  do wcześniej zamówionej taxówki.Kierowca popatrzał się na mnie ale widząc moją bladą twarz i grobową mine czym prędzej zapytał gdzie jedziemy, podałam mu adres i oddałam się wspomnieniom. Jechaliśmy może z 15 minut, lecz dla mnie te pare minut trwało całą wieczność..
Pod kościołem, było wielu ludzi, pojawiła się nawet moja klasa, lecz nikt nie miał odwagi by spojrzeć mi prosto w oczy, by podejść i złożyć kondolencje,nikt..Po chwili podjechały dwa samochody, doskonale wiedziałam co zaraz się stanie więc postanowiłam byc twarda i nie rozpłakać się .. Wyjęto trumny,już gdy je zobaczyłam zaczęły spływać mi łzy, i na marne posżły wszystkie przygotowania.panowie z rodzicami weszli pierwsi zaraz po nich ja. W środku otworzono trumny, ciała rodziców nie były zmasakrowane, na twarzach było widac nawet lekkie uśmiechy, uklękłam po środku, jedną ręką złapałam tate, a drugą mamę, i rozpłakałam się na dobre, nie pozwalałam nikomu sie dotknąć, ani żeby mnie stamtąd zabrono.,były to bowiem ostatnie godziny które mogłam spędzic z nimi....
Po mszy podano mi dwie różyczki, jedną wręczyłam tatusiowi, a drugą mamusi, po wręczeniu kwiatów, ucałowałam ich w dłonie i ostatni raz powiedziałam Kocham was... zaraz po tym trumny zamknięto..
Gdy znajdowaliśmy się na cmentarzu nie miałam już sił uklękłam przed wielkim dołem i zaczęłam płakać, wszyscy się na mnie patrzyli i wytykali palcami,nikt mnie nie rozumiał, nikt bowiem nie stracił nikogo ważnego w tak młodym wieku.... 
Przy zasypaniu, dopiero zrozumiałam że już nigdy więcej ich nie zobaczę, że już nigdy nie ucałuje ich na dobranoc że nigdy nie usłyszę kocham cię, wypowiadanych przez nich, już nigdy a to przenigdy się do nich nie przytulę, niby takie drobne rzeczy ale jak ważne..
Miałam dość, nie wyobrażałam sobie życia bez nich, bo jak dziecko może żyć bez rodziców....
Zostałam sama, i już do końca sama miałam pozostać...
SAMA...

Teraz już wiem, że nie warto ufać nikomu, nawet sobie, bo to własnie my sprawiamy sobie największy ból ufając innym..

PROLOG

Przeszłość.
Niegdyś wszystko było takie łatwe, gdy jeszcze mieszkaliśmy w Londynie, gdy miałam to swoje 6 lat i wszystkich głęboko w dupie. Wystarczała mi moja wyobraźnia i on, mój najlepszy przyjaciel. Każdy dzień spędzaliśmy razem, byliśmy nierozłączni, na znak naszej miłości nosiliśmy własnoręcznie wykonane bransoletki. Nie bawiliśmy się z innymi dziećmi, a raczej to one nie bawiły się z nami. Ich rodzicielki nie pozwalały na zabawe z nami, bo byliśmy osiedlowymi chuliganami, czy cos w tym stylu.Lecz pewnego dnia wszystko się skończyło, gdy siedziałam w domu chłopca, przyszła odebrać mnie mama, i nie powiedziała tego co zawsze tym razem słowa brzmiały tak:
-Kochanie pożegnaj się z panią Styles, już tu nie wrócimy czas opuścić to beznadziejne miasto i zacząć żyć.
Wtedy jeszcze nie rozumiałąm o co jej chodziło, myślałam że wyjedziemy na chwilkę i zaraz wrócimy. Lecz mijały dni, miesiące, lata a my nie wracaliśmy..
A chlopiec o zielonych oczach pozostał jedynie dziecięcym wspomnieniem

Teraźniejszość.
Paryż, miasto miłości, miasto pełne życzliwych ludzi, miasto przyjaźni i nadziei.No to ja się pytam gdzie ta miłość i ci życzliwi ludzie,? 
Już kolejny dzień jestem sama, coraz częściej boję się że stracę wszystko, że stracę osoby, którym zaufałam.. Sama nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale przecież tak trzeba, trzeba czasem zaryzykować..
Mimo to boję się innych, boje się ich spojrzenia, boję się że namącą mi w głowie a później zostawią, porzucą..
Stan w którym się znajduję jest okropny, pojawia się sporadycznie, ale się pojawia..
Nie czuję wtedy NIC, nie myslę, nie słyszę, poprostu biegnę, uciekaam... NIKT NIE MOŻE MNIE ZATRZYMAĆ...
Jestem chyba chora psychicznie, bo inaczej tego nazwać nie można, a wszytsko zaczęło się dziać po wyjeżdzie z Londynu...
Może pora tam wrócić? Pora zrozumieć PUSTKĘ? Może to co się teraz dzieje ma ukryte zakończenie, które kryje się daleko stąd..
BREDNIE! JESTEM SAMA! WSZYSCY MNIE ZOSTAWILI! NIKT MMNIE NIE KOCHA! NIKT MNIE NIE CHCE! NIKT MNIE NIE ROZUMIĘ! 
URATUUJ MNIE!
.
.

Przyszłość.
...