Nie rozumiem ich toku myślenia, są tak bardzo nieprzewidywalni że aż dziwni.
Nie rozumiem ich zachowania, co oni chcą przez to osiągnąć?
Nie rozumiem ich słów, są dla mnie jak nieznany język.
Nie rozumiem ich udawania, codziennie mają na sobie inną maskę.
Nie rozumiem ich uczuć, jednego dnia cię nienawidzą,a drugiego chcę wstąpić w twoje łaski.
Nie rozumiem jak można im zaufać, skoro nikt ich nie rozumie.
Nie rozumiem siebie, nienawidzę siebie, jestem obrzydliwa, wstrętna..
Ale..
Oni są jeszcze bardziej obrzydliwi, wstrętni, ich jeszcze bardziej nienawidzę.
Bo wiesz potwory nie istnieją...
Ale ludzie tak...
Siedzę jak zwykle sama w pokoju, samotność coraz bardziej mnie przytłacza. Ale nic nie mogę na to poradzić, ona zawładnęła moim życiem całkowicie, nie umiem go odzyskać,
Tak to już jest gdy to własnie ona była dużą częścią naszego życia, była z nami przez cały czas, jej się nie da tak szybko odrzucić, ona tak szybko nie odejdzie..
Pomimo ludzi, którzy chcą ją odgonić, pomimo Louisa, który nie znosi samotności i chcę ją wykurzyć, ona nie rezygnuję, jeden Lou nie da sobie z nią rady, tutaj jest potrzeba więcej osób takich jak on.
Niestety w moim życiu nie ma takich osób, w moim zyciu jest tylko ta popierdolona PUSTKA !
To sprawia że płacze.
Lub może płaczę
z innego powodu.
Trudno powiedzieć, kiedy
setki emocji zlało się w jedno.
Słyszę pewną melodię, nie lubie jej, wogóle nie lubie jakielkolwiek muzyki. ALe ona nadal gra, pomimo moich próśb żeby przestała.
Cisza.
I po chwili znowu.
Nagle sobie uświadamiam, że ja znam tę melodię...
Spogladam na urządzenie które leży obok mnie na pościeli, to ono wydobywa z siebie te nieprzyjemne dla mnie odgłosy. Podnoszę je do ucha i szybko wciskam przycisk aby zakończyc te męki.
Odzywa się dobrze znany mo głos, chociaż teraz w transie tak obcy:
- Witaj Vicki, mam świetny pomysł.- słyszę jego śmiech, lez nadal się nie odzywam- Słyszysz Vicki mam świetny plan i myslę że nawet tobie się on spodoba.- i znowu cisza z mojej strony...
-Vicki? Jesteś tam? - nie odzywam się nie chcę- Vicki.. Vicki? Vicki !- Słyszę krzyk, mimo to nie mogę się odzywać, niemo ruszam ustami, z których nie wydobywa się żadny dźwięk. Po drugiej stronie słyszę szloch. Czy on płaczę? Nie on nie może płakać! Nie przeze mnie ! On jest dla cebie ważny pamietasz Vicki? On cie nie skrzywdzi, on ci ufa a ty jemu. Jest ci potrzebny.. Przecież to twój Lou.
-Lou..- udaję mi się wypowiedzieć, mimo że prawie niedosłyszalnie on slyszy, on mnie usłyszy zawsze- Nie płacz, proszę.. Ja cię nie chciałam skrzywdzić.- Mówię a moje usta coraz bardzie drżą, czemu ja taka jestem? Czemu jestem taka dziwna? Dlaczego nie mogę byc, jak te wszystkie nastolatki, które spotykam na ulicy? Dlaczego nie mogę mieć dzesięciu przyjaciół, co miesiąc nowego chłopaka, a wieczorami ogladac głupie komedie, pożerając kilogramy lodów? Dlaczego..?
-Kochanie, ja myslałem że coś ci się stało, ja..- chwila ciszy, nie odzywam się czekam na dokończenie. On natomiast zakłada kolejną maskę i mówi juz uradownym głosem- Zabieram cię do nas !
Z wrażenia, mój telefon wypada mi z ręki, dlaczego on chcę mnie tam zabrać, czy on nie rozumię że ja nienawidze tych kreatur, że oni mnie skrzywdzą, czy on nie wie że ja się ich wszytskich boję..
Podnoszę szybko mój sprzęt, i odzywam się
-Louis- mówię cicho ale stanowczo- To, nie jest dobry pomysł zrozum, nie jestem jeszcze gotowa..- po drugiej stronie słysze westchnięcie,a po chwili jego głos:
-Liam przyjdzie po ciebie za 20 minut- i się rozłańcza..
Siedze jak sparaliżowana, dlaczego on mi to zrobił?
Przecież nie powinien..
Siedzę tak jeszcze z godzinę mając nadzieję że sobie to wszystko wymysliłam, że przeistoczyłam sobie słowa Louisa. Bo przecież nadal mam tą głupią nadzieję że on by mi tego nie zrobił..
NADZIEJA MATKĄ GŁUPICH !
.
.
.
Słyszę pukanie do drzwi i dokładnie wiem kto za nimi jest, biorę dwa głębokie wdechy i zapraszam gościa do środka. Do pokoju wchodzi brunet w krótkich włosach. Nie znam go, a on nie zna mnie. Jest inny, widzę to, wiem że skrywa tajemnice.
Tak jak ja.
Ale nie boję się , podchodzę i na twarz "wkładam" uśmiech:
-To jak zbieramy się?- pytam po cichu, nie wiedząc jak chłopak na to zareaguję, nie odzywa się więc powtarzam głośniej- To jak zbieramy sie?!
Spogląda na mnie z niechęcią wymalowaną na twarzy, po chwili odnajduję tam również obrzydzenie. Nie dziwie mu się, przecież jestem okropna.. Zwyczajna ofiara losu.
Ta mina, ta obojetnośc, to obrzydzenie do ludzi..
To wszystko wydaję się takie znajome, tak jakbym już kiedyś to wszystko widziała.
Gdy wychodzimy, spogladam przelotnie w lustro i widzę
Tę minę, tą obojętność, to obrzydzenie do ludzi.
Kilkanaście minut póżniej.
Jazda samochodem z kimś kto cię nienawidzi, powinna być okropna, powinna sprawić że czujemy się nieswojo.. Włąsnie powina. Ale ja się tak nie czuję. Dlaczego?
Dlatego, bowiem, że zawsze wszyscy wokół mnie nienawidzili, każdy jednym spojrzeniem sprawiał że czułam się jak wyrzutek społeczeństwa, jak kreatura. A to przecież oni byli kreaturami, to oni byli źli.. Prawda?
Chcesz się dowiedzeć, czy Harry dowie się kim tak naprawdę jest Vicki?
Chcesz dowiedzieć się dlaczego Liam popadł w nałóg? .
Chcesz się dowiedzieć czego Zayn chcę od Vicki ? .
-----------> Być może dowiesz się tego w kolejnym rozdziale, kiedy to Vicki będzie w domu chłopców...
* Zaguubiona
Cudo! <3
OdpowiedzUsuńDlaczego dalej nie piszesz? To jest takie ciekawe!!!!!! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! Życzę weny kochana :*
OdpowiedzUsuń