.
.
.
.
.
.
Obudziłam się, dzisiaj kolejny raz bez jakiegokolwiek snu, czy to oznacza że źle zrobiłam, że poszłam na to gówniane leczenie.? Prawdopodobnie tak, ale przynajmniej nie wydaje większości kasy na alko..
Wczoraj wykupiłam bilet, lot dzisiaj o godzinie 19, podobno wieczorem jest mniejszy ruch. To dobrze, bardzo dobrze, nie mam zamiaru oglądać twarzy ludzi, a jeszcze nadodatek z nimi gadać, niedoczekanie jakieś. Zawiodłam się na wszystkich, dlaczego.? Przecież byłam dla wszystkich, miła, uczyłam się w miare dobrze, ale jak zwykle to mnie musiało czekać nieszczęście. A przyjaciele.? Byli, ale jak tylko zrobiło się żle się zmyli.
Wstałam niechętnie, w głowie jak zwykle totalna pustka, nie mam żadnych myśli, marzeń, nie mówię. Dlaczego.? Nie chce, po prostu nie chcę, umieram i umrzeć nie moge. mimo ze chcę. tak bardzo tego pragnę, ale dam rade dzisiaj po 20 bedę w Londynie u babci, która mi pomoże, dzięki której wyjdę w końcu z tego całego bagna, ale jeżeli jej się nie uda?
Siedzę w salonie i wpatruje się w zegar jest godzina 18.50, o 19.00, ma przyjechać taxi, któe zabieerze mnie na lotnisko.Obok mnie dwie walizki, tyle musi starczyć, reszte rzeczy zostawiam tutaj. Dlaczego? Nie wiem może nadal wierze w to że kiedyś uda mi się wrócić, i będe żyła jak dawniej, albo może dlatego że ten cały dom, że te wszytskie rzeczy.. Prawde mówiąc tylko to mi zostało po rodzicach.
Sekundy, zmieniają się w minuty, minuty w godziny. Te dziesięć minut na które mam czekać za taksówkę zmienia się w całą wieczność. WYCHODZE. ZAMYKAM DRZWI. CZEKAM. CZEKAM., PODJEZDZA TAXI. OSTATNI RAZ SPOGLĄDAM NA DOM. PROBUJE SOBIE WYOBRAZIC ZE ONI TAM SĄ, ŻE WYSYŁAJĄ MNIE NA KRÓTKIE WAKACJE, WRÓCE ZA JAKIŚ CZAS I BĘDZIEMY ZNOWU RAZEM. PO POLICZKU SPŁYWA ŁZA. WYCIERAM JĄ. WSIADAM. ODJEŻDŻAM. BYĆ MOŻE JUŻ NA ZAWSZE.
.
.
.
Jestem już w samolocie, lecę. Lecę po szczęście, ale co jesli go tam nie znajdę, co jeśli zagubie się jeszcze bardziej, jeśli nie będe chciała dłużej czekać na anioła tylko sama go wezwę?...
Chciałabym myśleć inaczej, ale nie potrafię, jestem .. Właściwie kim ja jestem? KIedyś byłam po prostu Victorią Seean, póżniej zwyczajną alkoholiczką, a teraz? Zbłąkaną duszą? Nieobliczalną? Wariatką?
Jestem NIKIM.
Po locie który dłużył mi się w nieskończoność, znalazłam sie na zatłoczonej ulicy Londynu, już zapomniałam jak tu jest pięknie, jak to miasto tętni życiem, zupełnie tu nie pasuję, jestem pasożytem..
Złapałam taxówkę i podałam adres, taksówkarz o nic nie pytał, własnie tacy byli ludzie w Londynie. Nie zadawali zbędnych pytań, nie doszukiwali się prawdy, poprostu żyli własnym życiem. Za to juuż ich lubiłam, w Paryżu było inaczej, każdy chciał wiedzieć wszystko, dopytywał póki nie dowiedział się prawdy..
Po godzinej podróży byliśmy na miejsu, starszy facet, no może miał z 50 lat, wyjał z bagażnika moje walizki, a gdy mu płaciłam, powiedział:
-Jesteś naprawde sliczną dziewczyną, która zapewne dużo przeszła, nie ma co się smucić, zobaczysz kiedyś napewno jeszcze zaświeci słońce- po czym uśmiechnął się do mnie.
Ja nic nie odpowiedziałam, tylko wzięłam walizki, i powolnym krokiem poczłapałam pod drzwi. TEN gościu nie wiedział nic, nie wiedział że w moim życiu już dawno słońce zostało przysłonięte chmurami, które już nigdy go nie odsłonią, nie wiedział też że smutek to za mało by określić to co czuje.Znalazłam sie pod drzwiami, zapukać, czy uciec, co ja jej powiem? "Witaj babciu, byłam alkoholiczką, teraz chcę się zabić, więc przyjechałam do ciebie zeby tego nie zrobić"? Jaka ja jestem głupia i naiwna. Moja ręka zapukała, dlaczego? Może właściwie chciałam żeby to zrobiła, nie wiem, nie myślę. PUSTKA
Drzwi sie otworzyły, stała w nich starsza kobieta, niziutka, na jej twarzach było od ogroma zmarszczek, jej oczy duże wpatrywały się we mnie z zdziwieniem, nie miała pewnie pojęcia kim jestem, bowiem od czasu kiedy się wyprowadziliśmy mama nie odzywała się do babci, nie mieliśmy z nią żadnego kontaktu. MIała na sobie różowy fartuszek, z którego kieszonki wyjęła okulary, założyła je na nos, przyjżała mi się jeszcze raz i zapytała:
- Witaj kochanie, w czym moge ci pomóc?- uśmiechnęła się delikatnie. spojrzałam w jej oczy, takie same miała mama, rozpłakałam się na dobre, podeszlam i ją mocno przytuliłam, pierwszy raz od sama nie wiem ilu miesięcy, kogoś przytuliłam. Starsza pani nie odepchnęła mnie tylko także objęła, powiedziała również żebym wzięła walizki i weszła do środka.
Usiadłam an małej kanapie w salonie, babcia usiadła obok spojrzała na mnie ze zmartwieniem w oczach:
-KIm jesteś skarbie i co się stało?- postanowiłam na nia nie patrzeć, gdybym tylko zerkneła wiedzialam, ze od razu bym się popłakala i nic bym nie powiedziała
-Nazywam się Victoria Seean, i jestem tutaj dlatego że nie chcę już być sama.- mocno mnie przutuliła,Spojrzałam na nią nie płakała, była smutna ale nie płakała, dlaczego?
-Nie jest ci smutno?- spojrzała na mnie, i przytuliła mocniej
-Kochanie, jest mi smutno i to strasznie. Ale śmierć jest zapisana każdemu, niektórym wcześniej, innym później. Jedni chcą tego, inni nie. Takie jest życie, nie można naokragło się smucić, życie jest za krótkie, być może to ja za jakiś czas umrę, albo ty, i co? Umrzesz ze świadomością że cierpiałaś przez całe życie, zamiast chwytać z niego to co najlepsze. Ja i mama przez więkoszość życia byłyśmy pokłocone, cierpialaś przez to ty, i inne osoby. I widzisz? Ona umarła ze świadomością że już nigdy się nie pogodzimy, i że to wszystko nie było warte. A ja zostałam tutaj sama, i mam przez to cierpieć? Nie, wystarczy że pojednam się z nią poprzez modlitwę, i że wynagrodzę jej to poprzez opiekę nad tobą.- uśmiechnęła, się do mnie, MIała rację, zresztą jak zawsze, ale i tak to wszytsko było do dupy. To że przestanę cierpieć, nie sprawi że ludzie przestaną mnie ranić..
Starsza pani, już o nic nie o pytałą powiedziała żebym poszłą się rozpakować do swojego starego pokoju. Weszłam po schodach na górę, pokój w ktorym spędzałam swoje dzieiństwo znajdował się na samym końcu, powoli podeszłam do niego i otworzyłam. Weszłam niepewnie, czy coś się tutaj zmieniło? Nie wszystko było tak jak pamiętam. Mnóstwo szafek i półek na których znajdowały się zdjęcia, medale, puchary, pamiątki. Wielkie łóżko, z mnóstwem miśków, duuży miękki dywan, obok łóżka półka a na niej trzy zdjęcia:
Na pierwszym ja z babcią i dziadkiem, wtedy jeszcze żył, umarł rok po zrobieniu tego zdjęcia,
Na drugim ja i rodzice, wszyscy szczęśliwi, już dawno nie było tak idealnie jak wtedy,
A na trzecim ja i chłopiec. Miał brązowe włosy, urocze dołeczki i śliczne duże zielone oczy, nie pamiętałam jak się nazywał, ale w głębi wiedziałam że był on dla mnie kimś ważnym.
Dlaczego tak sądziłam? Na większosci zdjęć był właśnie on, on i ja.
Było także duże okno, wyjrzałam przez nie, no tak wielkie drzewo, na którym znajdował się domek, zrobiłam go razem z dziadkiem, albo z tatą ? Nieistotne, ważne że tu był, nadal. Wystarczyło wyjść przez okno, wdrapać się na odpowiednią gałąź i już było sie w domku. Uśmiechnęłam się na jego widok.. Czekaj ja się uśmiechnęłam? Dlaczego? ..
Ubrałam szybko mój czarny płaszcz, oczojebną czapkę z dużym bimbołem, moje glany i zeszłam na dół, na odchodne powiedziałam tylko:
-Wychodzę, nie wiem kiedy wrócę..- Babcia nie pytała o nic, rozumiała. Rozumiała że potrzebuje teraz być sama, przemyśleć to wszystko, zapomnieć..
Wyszłam przed dom, gdzie teraz się udać? Rozum podpowiadał skręć w prawo, serce w lewo. I pierwszy raz posłuchalam serca, które było głośniejsze. Wyszłam na chodnik i zderzyłam się z jakąś osobą, która mnie "zwaliła z nóg". Nie spojrzałam nawet na nią, tylko powiedziałam:
- Idąć tak szybko, możesz przeoczyć najistotniejsze rzeczy..
I powędrowałam dalej, słyszałam jednak że ta osoba zawróciła i szła teraz za mną, ale chyba bała się podejść bliżej, trzymała sie na dystans. I tak miało być, nie miałam najmniejszej ochoty teraz z kimkolwiek gadać, ale mimo to zatrzymałam się gwałtownie i odwróciłam się do tej osoby. Co ja robię? Jestem jakaś chora? Mózg, krzyczy IDZ, NIE WARTO. TO KOLEJNY CZŁOWIEK, KTÓRY CHCĘ CIĘ SKRZYWDZIĆ!"
Ale serce woła " ZAGADAJ, TO CI POMOŻE, URATUJE CIĘ"
Człowiek ten spojrzał się na mnie ze zdziwieniem a z moich ust wydobyły się słowa:
-Dlaczego, wciąż idziesz za mną? - jak się okazało chlopak, strasznie się speszył, a ja przeklinałam się w duchu dlaczego się odezwałam
-Eeeem, no bo.. eeey, chciałem sprawdzić co robiłaś u pani Marwin, widziałem jak od niej wychodziłaś.- a więc, to tak myślał że jestem jakąś złodziejką, albo jeszcze gorzej.
-Dla twojej wiadomości pani Marwin, to moja babcia baranie, a teraz odsuń się bo chcę przejść.- spojrzałam na niego przelotnie i zobaczyłam że SMIEJE SIĘ? On sie zwyczajnie śmiał, zezłościłam sie jeszcze bardziej, i szybkim krokiem poszłam do domu. Niee miałam ochoty na kolację, nie miałam ochoty na nic. Teraz w głowie miałam tylko JEGO.
Te jego czekoladowe oczy i łobuzerski uśmiech. KIM ON WŁASCIWIE BYŁ? CZEGO CHCIAŁ? CZEMU SIE ŚMIAŁ? DLACZEGO TAK MNIE BARDZO ZAINTERESOWAŁ?
" Życie często płata nam figle, wyznacza różne drogi, ale to od nas zależy którą drogę wybierzemy"
Cześć, dzisiaj mam ważną sprawę, bowiem chcę aby posty były dodawane regularnie, abyście zawsze wiedziały kiedy post będzie wstawiony.
Także chcę abyście to wy wybrały dni w którym bedę publikować rozdziały i od was zalezy również czy chcecie raz czy może dwa razy w tygodniu. Zostawiam to w waszych ręcach. :* !
Zaguubiona.
Boski rozdział. Wkońcu ktoś z One Direction jest ! I to jeszcze Zayn *.* !
OdpowiedzUsuńJa wolałabym dwa razy w tygodniu i chyba środa i sobota ?
Wreszcie go spotkała, awww ♥
OdpowiedzUsuńNastępny, jak najszybciej <3
Tak wkoncu go spotkałam, ale czy to dobrze sama nw, wkoncu sie przekonam...
OdpowiedzUsuńTo Zayn, czy Harry?
OdpowiedzUsuńZAYN , Harry nie ma czekoladowych oczu xd
OdpowiedzUsuńAle ten na zdjęciu. Zielone oczy, urocze dołeczki...
OdpowiedzUsuńAle ten na zdjęciu. Zielone oczy, urocze dołeczki...
OdpowiedzUsuń